Witam!
Całe wieki minęły, odkąd opublikowałam ostatnią analizę. Oto powracam i robię wejście smoka, albowiem tego, co mam wam do zaprezentowania, zapewne wasze oczy nie widziały od czasów "Trochę śmiechu z władcą pierścieni", zwłaszcza że dzisiejszy twór także obraca się w krainie Śródziemia.
Teraz mamy do czynienia z alternatywną historią Legolasa i Tauriel. Autorka przywiązała bohaterów do kuli wyburzeniowej i zmusza, żeby bujali się i obijali o napotkane mury, czyli okrutne zwroty losu, a my bujamy się i cierpimy razem z nimi.
Dowiemy się między innymi: co nieco o technologii Śródziemia, jak nie powinien zachowywać się rodzic, co tak naprawdę robi w swoim królestwie Galadriela oraz jak to jest widzieć tekst niemal całkowicie obnażony z przecinków.
Link: http://www.wattpad.com/121168073
Analizuje Deni.
1. Zaleźliśmy sobie za skórę się od nowa. I co dalej?
Pewnie zdołaliście domyślić się, od czego zaczyna się historia z Legolasem w roli głównej. Widziałam w życiu nie jedno opko o bohaterach Śródziemia, jednak czegoś takiego bym się nie spodziewała:
Legolas. Książę Mrocznej Puszczy. Przystojny blondwłosy elf coraz częściej myślał o tym że jest jako tako samotny.
Fanfiction o postaciach, które wszyscy znają i nie wszyscy kochają, rozpoczyna się słowami ody do pięknego Legolasa.
Z reguły czytelnikiem fanfiction jest osoba, która zna kanon i nie musi dostawać opisu postaci, bo ją doskonale zna, przynajmniej z wyglądu, ale autorka pewnie o tym nie pomyślała.
Miał przyjaciół co prawda, ale nie miał dziewczyny. Nie byłby to taki wielki problem, gdyby Legolas nie miał 19 lat!
Valarowie, widzicie, a nie grzmicie...
Śmiać się czy płakać... Legolas? Dziewiętnaście lat? No chyba kilka wieków przed narodzeniem Bilba Bagginsa.
No i gdzie się podziały przecinki? Wypadałoby przynajmniej podstawowe reguły znać!
Znał kiedyś taką Tauriel. I to do niej powracał w marzeniach. Ale ona zmarła. Gdy miała... 12 lat. Nagle, z oddali Legolas zobaczył rudowłosą elfkę.
Myślał:"Albo wzrok mnie myli albo... to Tauriel! Ale mnie raczej wzrok nie myli więc... to ONA" Nie myśląc wiele Legolas ruszył w jej stronę.
Och, umarła jednak jest nieumarła. Cóż za... zwrot akcji.
Rzeczywiście nie mylił się. To była ONA. Gdy zobaczyła Legolasa okropnie się zdziwiła. Powiedzieli niemal równocześnie.
-Tauriel?
-Legolas?
A potem całkiem równo:
-Czy to naprawdę ty?
Roześmiali się. Rozbawiła ich ta sytuacja.
Gdyby nie było dopisku, nie wiedzielibyśmy, że roześmiali się, bo coś ich rozbawiło. To byłoby za mało oczywiste!
[...]
2.Przyjemnie nad rzeką. Jednak nie długo.
Legolas i Tauriel po pierwszym spotkaniu od wielu lat robili jeszcze mnóstwo rzeczy. Przejażdżki konne, spacery nad rzeką, spotkania z przyjaciółmi. Dni mijały szybko. Tauriel zamieszkała w pałacu, stała się przywódcą gwardii pałacowej i poznała nowych przyjaciół.
Ojej, jak milutko, aż włącza się w głowie taka wesoła poranna muzyka.
Cud, miód i w ogóle, ale niestety nasza kula zmierza już w stronę pierwszego muru:
Wszystko byłoby dobrze gdyby nie... ojciec Legolasa. Królowi Tauriel się nie spodobała. Szczególnie że widział iż elfka spodobała się Legolasowi. Nie chciał dopuścić do tego by byli razem.
Konflikt z Thranduilem jako jeden z głównych standardów każdego opka o "miłości" Legolasa zaczyna się z grubej rury. Nie, nie, król wcale nie ma nic do niekrólewskiego pochodzenia Tauriel, ona zwyczajnie mu się nie podoba, jakkolwiek niewygodnie to brzmi.
W ogóle Thranduil zostaje tutaj dość mocno potraktowany z buta jako postać z kanonu, bo jest tym zUym, który nie chce, by wielka miłość się rozwinęła. Zresztą sami wkrótce zobaczycie.
X.X.X
Legolas zaproponował Tauriel i jeszcze paru innym przyjaciołom pójście nad rzekę. Wszyscy się zgodzili bo było ciepło. Nawet wieczorem bowiem była 19:30.
A bohaterowie wiedzieli to, bo każde z nich było zaopatrzone w naramienny zegarek słoneczny nowej generacji. Najświeższa nowinka technologiczna Śródziemia.
Poszli więc nie wiedząc że śliedzi ich nie kto inny jak Tranduill.
Bo Thranduil nie ma kompletnie nic do roboty w Mrocznej Puszczy jako władca, więc może sobie pozwolić na obsesyjne kontrolowanie dorosłego syna. Na pewno.
Aragorn (O pieruńcio, co on robi w tym opku? Aragornie, wiej, póki nie jest za późno!) zaproponował:
-Słuchajcie kochani, może popływamy?
-Świetny pomysł!- wykrzyknęła Tauriel i pierwsza rzuciła się do wody.
-Ej. A ja?- spytał się Legolas
-A ty też- powiedziała Tauriel i skoczyła na Legolasa po czym oboje wpadli z pluskiem do wody.
Wszyscy zaczęli się śmiać. Jednak śmiech ucichł, gdy:
-Co ty tu robisz synu?!-zezłościł się Tranduill
Nie dziwię się, że tamci nagle ucichli, skoro Thranduil (w komentarzach zwrócono uwagę autorce, że źle zapisała to imię. Wiara w ludzkość odzyskana) pojawił się tak znikąd i zachowuje się jak nie Thranduil.
-Eeee... ja...
-Czy ty... ty... nie pamiętasz...
-On jest dorosły i może robić co mu się tylko podoba!- Tauriel nie spodobało się że ojciec tak kontroluje Legolasa więc postanowiła go bronić.
-Nie wtrącaj się!- Krzyknął Tranduill
-Ja się nie wtrącam, tylko próbuję bronić przyjaciela!
-Zaraz pożałujesz!
-A co mi zrobisz?- mówiła coraz odważniej Tauriel
-Chcesz naprwdę żebym coś zrobił?- Tranduill był już naprawdę wściekły
W tym momencie Legolas pewnie czuje się zażenowany, skoro teksty jego ojca ograniczają się do pogróżek siedmiolatka. Aż się przypomina najnowsza reklama mentosów.
- A w ogóle to jak ty się zwracasz do swojego króla?
-Ten król nie jest godny mówienia do niego z szacunkiem,(opkowy z pewnością)-powiedziała Tauriel, szepnęła coś do Legolasa, odwróciła się na pięcie i pomaszerowała do zamku kopiąc kamienie.
No to sobie pomaszeruje, bo z Mrocznej Puszczy do najbliższego zamku jest długa droga, zwłaszcza na piechotę. Siedziba leśnych elfów to z pewnością nie zamek.
3. Ważna decyzja i wyjazd.
[Legolas kłóci się z ojcem. Nie podoba mu się niańczenie i wyznaczanie, co jest be, a co nie, a Thranduil dochodzi do naiwnego wniosku, że jak przestanie się "troszczyć" o syna, cytuję: "sprzykszy mu się buntowanie". Oczywiście.]
-Dlatego ojcze, wyjeżdżam na dwa tygodnie do Lothlorien.-postanowił Legolas
-Dobrze-chłodno powiedział Tranduill-przygotuj się do drogi a ja powiem sługom żeby przygotowali powóz.
Okej, mogę zrozumieć, że w centrum Mrocznej Puszczy leśne elfy dały radę sklecić jakiś powóz, ale życzę powodzenia w poruszaniu się czymś takim po zawiłych ścieżkach zdradzieckiego lasu pełnego ogromnych pająków. Dla nich taki pojazd z ludźmi w środku jest jak jajko niespodzianka.
Poza tym, kanoniczny Legolas nigdy nie dał po sobie poznać, że jest z rodziny królewskiej - na naradę do Rivendell przyjechał konno, a nie powozem, jak jakiś rozpieszczony księciunio.
Legolas już nic nie odpowiedział tylko poszedł się pakować. Wtedy przyszła Tauriel.
-Pakujesz się? Gdzie wyjeżdżasz?
-Do Lothlorien. Chcesz jechać ze mną?
-Pojadę... ale później. Muszę szkolić oddział. Powiedz wszystkim że dojadę wieczorem bo mam dużo pracy.
-Tauriel!!-zawołał któryś z żołnierzy, który zwracał się do swojego dowódcy po imieniu, bo w elfim wojsku nikt się nie bawił się w uprzejmości typu "pani kapitan".
-Już idę. Poczekajcie- Krzyknęła Tauriel
-Ale na pewno przyjedziesz?
-Na pewno.- potwierdziła Tauriel i uśmiechnęła się ciepło do Legolasa.
Elf wyszedł na zewnątrz i wsiadł do karety. Zasnął.
Owszem, kareta jest dość królewska i godna majestatu Legolasa, ale serio, czy coś takiego przejedzie w jednym kawałku przez Mroczną Puszczę?
4. Nowi przyjaciele i małe komplikacje.
Legolas dojechał do Lothrien wczesnym rankiem. Poszedł rozmawiać z Celebornem i jednym ze strażników. Gdy tak rozmawiali przyszła do nich bardzo ładna, ciemnowłosa dziewczyna w niebieskiej sukni z odkrytymi ramionami. Wyciągnęła rękę do Legolasa i przywitała się:
-Dzieńdobry jestem Jamine i jestem księżniczką tego królestwa.
Uch, już jej nie lubię. Wyobraźcie sobie, że mówi to na jednym wdechu (co wnioskuję z braku przecinków), to zrozumiecie.
-Witam. Bardzo mi miło.- Legolas schylił się i pocałował ją w rękę- ja jestem Legolas, książę Mroczej Puszczy. (Mrocza Puszcza - jak to uroczo brzmi. <3)
Jasmine była zauroczona.
Wiadomo - to przecież Legolas.
Nagle przyszła Galadriela i przerwała tę uroczą scenę.
-Śniadanie już gotowe proszę państwa.
Przepraszam, ale czy królowa Lothlorien została zdegradowana do roli służącej, że zamiast oczekiwać na gości u boku męża, przychodzi później, na dodatek by oświadczyć, że posiłek jest gotowy? Zupełnie jakby sama podawała do stołu...
[...]
X.X.X
Była kolacja. Tauriel nie było. Więc po skończonym posiłku Jasmine poszła z Legolasem na taras. Rozmawiali sobie przyjemnie.
Było opko. Poprawności nie było. Więc po skończonej analizie Deni udała się do łóżka. Zasnęła sobie ochoczo.
Nagle, ni z tąd ni z owąd pojawiła się rudowłosa elfka
-Co tu się najlepszego odbywa?!-wykrzyknęła
-O cześć Tauriel!- przywitał się Legolas i cmoknął ją w policzek. Elfka była tym gestem nieco zaskoczona.
-Legolasie, kim jest ta laska?!- powiedziała zbulwersowana Jasmine
Uuu, ktoś tu robi się zazdrosny o osobę, którą zna dopiero jeden dzień...
-To moja przyjaciółka. Jest cudowna.- Po tych słowach Tauriel zaczęła chchotać i opowiadać coś Legolasowi. Potem byli zajęci tylko sobą. Jasmine poszła obrażona do swojej komnaty.
Co?! Przystojniak woli tę wiewiórę ode mnie?! Przecież ja jestem księżniczką!!1oneone1 FOCH!
Przy okazji, ten cały wątek z Jasmine jest podejrzanie znajomy... (Uwaga: link zawiera lokowanie analizatorni)
5. Zazdrośnica
Obrazona Jasmine postanowiła odwrócić uwagę Legolasa i Tauriel od siebie nawzajem. Krzyknęła więc:
-Orkowie! Orkowie!
-Tam nie ma żadnych orków.- odkrzyknęła Tauriel.
Jasmine jednak wzięła strzały i strzelała... w drzewa.
To chyba raczej rzucała tymi strzałami, bo powiedziane jest, że wzięła strzały, a o łuku nic. Zdolna jest, nie powiem.
Myślała że to wygląda wiarygodnie ale myliła się. Tauriel nie dała się oszukać. Popatrzyła tylko na Jasmine tak jakby miała urojenia.
Myślę, że nie trzeba być nawet elfem, żeby nie nabrać się na tę błazenadę, aczkolwiek z tego zdania wychodzi, że tylko Tauriel wywietrzyła podstęp.
Legolas powiedział Tauriel na ucho
-Przepraszam idę porozmawiać z Aragornem.
-Dobrze. To ja już pójdę do pokoju. Możesz ewentualnie przyjść.
Jest wieczór. Tauriel właśnie zaprosiła Legolasa do siebie do pokoju... (If you know what I mean)
A Aragorn to, jak mniemam, przypadkowo znalazł się w Lothlorien w tym samym czasie, co bohaterowie.
[Dochodzi do konfrontacji Tauriel z Jasmine. Ruda jest przekonana, że z blondasem łączy ją tylko przyjaźń i nie ma nic do uczucia księżniczki. Niestety Jasmine nie zna umiaru we wkurzaniu innych...]
-Tylko spróbuj jeszcze raz powiedzieć do mnie w ten sposób to pożałujesz!
-Haha. Napewno.-Jasmine powiedziała to z taką pogardą w głosie że Tauriel nie wytrzymała. Uderzyła ją tak mocno że krew z nosa jej leciała.
Nagle wszedł Legolas.
-Cześć, myślałem że jesteś... Co tu się stało?
Leguś pojawia się w porze i w czasie. Nie koniecznie dobrej, ale jest.
6. Tutaj zaczynają się kłopoty.
-Co tu się stało?!- powtórzył Legolas
-No boo.. ona mnie wkurzyła. Mówiła do mnie z taką pogardą. Obrażała mnie. Musiałam jej pokazać że się ze mną tak nie rozmawia!- wypaliła szybko Tauriel
-Ale ja się pytam co TY jej zrobiłaś??- dociekał zdenerwowany Legolas jakby nie słuchając wyjaśnień.
-Uderzyłam ją! Pasuje??!- krzyknęła Tauriel- zdenerwowała mnie! Nie wiesz jaka to wredna żmija!
-Ale to nie powód żeby ją bić!-krzyczał Legolas
-Bronisz jej?!
-...- Legolas milczał
Przy czytaniu tego dialogu odnoszę dziwne wrażenie, że Jasmine została znokautowana i teraz leży twarzą do podłogi w rosnącej kałuży krwi, podczas gdy ta parka się kłóci.
-A myślałam że jesteśmy przyjaciółmi!- powiedziała z żalem Tauriel, zasłoniła oczy bo się rozpłakała i uciekła z pokoju. Nie chciała żeby Legolas zobaczył że płacze. Bo nie ma po co.
Nie żebym uważała kanoniczną Tauriel za niewrażliwą mendę, ale z pewnością nie rozpłakałaby się tylko dlatego, że najlepszy kumpel jej nie rozumie.
Zwolniła nieco kroku kiedy usłyszała pukanie do drzwi. Postanowiła otworzyć. I tak też zrobiła.
Otworzyła zatem drzwi, które zmaterializowały się na środku podwórza, bo przecież wyszła z pokoju i pewnie niemały kawałek uszła.
Wtedy, jej oczom ukazał się jej ukochany przyjaciel Lurien. Przytuliła go mocno i szepnęła:
-Cieszę się że jesteś...
-Ja też się cieszę że cię tu znalazłem- odpowiedział również szeptem Lurien.
Gdy Legolas to zobaczył coś go ukłuło w środku.
Ło, Leguś się nagle teleportował. Nie zdążyłby najpewniej zobaczyć tej scenki, gdyby otrząsnął się z szoku po reakcji Tauriel i normalnie wyszedł za nią drzwiami.
[...]
Legolas skierował swe kroki do ogrodu w którym siedzieli Tauriel i Lurien. Chodził, gwizdał, chodził i... nic. Tauriel jakby go nie widziała.
I prawidłowo. Książątko domaga się uwagi na siłę, zamiast podejść jak dorosły i spytać, czy Tauriel ma chwilę, by z nim porozmawiać.
-Tauriel, musimy pogadać...- powiedział to takim tonem jakby coś go dręczyło i było to nad_wyraz ważne
Do tego książątko bezczelnie wtrynia się w rozmowę, nie zaczynając nawet od "przepraszam". Nieładnie!
-Nie teraz. Widzisz, że rozmawiam?
-No tak ale to bardzo ważne. Proszę...
-No dobra- wstała i westchnęła- o co chodzi?
Tymczasem pozostawiony bez słowa sam sobie Lurien poprawił kołnierzyk, splótł dłonie i zapatrzył się na pobliskie krzewy w oczekiwaniu na swój moment w fabule...
-Chciałem cię przeprosić...-zaczął Legolas
-Za co niby?
-No za to co zrobiłem. Za Jasmine.
-Po co ty mnie za to przepraszasz? I tak mnie nie obchodzi to co o mnie myślisz.
Zapewne nie obchodziły cię jego myśli też wtedy, gdy zarzuciłaś mu zdradę kumpelską i uciekłaś z płaczem. Mhm.
[Legolas próbuje coś jeszcze powiedzieć Tauriel, ale ta sądząc, że tego to dotyczy, dalej uważa, że nie ma nic przeciwko jego związkowi z Jasmine i urywa rozmowę.]
X.X.X
-Książę. Dostałeś list. Od ojca.
Powiedział tajemniczy głos, należący prawdopodobnie do Narratora, który powoli pcha nas i bohaterów w stronę nawiązań do filmowego "Hobbita". Ale o tym w następnej części analizy.
Mam nadzieję, że analiza stworzona po długiej przerwie wam się spodobała. Nie odchodźcie jednak daleko - kolejna część pojawi się całkiem niedługo, bo za co najmniej tydzień. Duża odmiana po ostatnich długich odstępach, nieprawdaż?
Z Mroczej Puszczy pozdrawia was projektująca karety terenowe Deni.
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Tró Loff. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Tró Loff. Pokaż wszystkie posty
wtorek, 9 czerwca 2015
sobota, 11 października 2014
(Nie)Zwykły poranek, rozpaczliwy jęk rozsądku i wybuchająca beczka (Zaczarowany świat cichych myśli cz.3)
Witam!
Minęło kilka tygodni, odkąd nasza bohaterka zjadła kilka kolacji, umyła się i położyła do łóżeczka z głową pełną myśli o randce z Bieberem i kolejnym dniu pełnym wrażeń. Czy takowe będą? To już kwestia gustu.
Analiza będzie dziś dłuższa, bo autorka napisała rozdział długi jak stąd do Nowej Zelandii. Tekst w miarę czytania robi się tak nudny, że nawet nie ma z czego żartować. Pewne jest jednak to, że znajdą się tu marne teksty bohaterów i zatrważające reakcje łańcuchowe emocji.
Link: http://enchanted-world-silent-thoughts.blogspot.com/2012/12/rozdzia-4.html
Analizowała Deni Len.
Rozdział 4
-Wstawaj, wstawaj, wstawaj ! - Krzyczeli Alex,Justin,Lilly i reszta paczki wchodząc do mojego pokoju.
-Jeszcze pięć minutek i wstaje-Odparłam w pół śpiąca.
Jako że jestem w pół życzliwa dla innych ludzi, nie przywalę ci. Chyba że jeszcze raz postanowisz poeksperymentować z kompozycją.
-Nie za pięć minut tylko teraz i to w tej chwili ! -Podeszła do mnie Lilka i zabrała moją kołdrę, na której była rodzinka Simpsonów.
Kiedy otworzyłam oczy na moich policzkach pojawiły się rumieńce, byłam wściekła.Przy moim łóżku stało pięciu chłopców.A ja byłam tylko w majtkach i koszuli.Chyba zapadnę się zaraz pod ziemię dopiero znam ich drugi dzień, a oni widzieli mnie już w piżamie.Ale siara.
-O nie, nie, nie !-Zaczęłam się drzeć jak najgłośniej.
W mordę! Autorka powinna umieścić na wstępie komunikat: "Uwaga! Rozdział zawiera materiały wybuchowe zdolne do samozapłonu.Wstęp wzbroniony w ramach ochrony życia i zdrowia."
-W tej chwili wyjdźcie z mojego pokoju i nie ważcie się na mnie patrzeć-Pokręciłam głową i jak najszybciej pobiegłam w stronę łazienki.
-Co jej odbiło ? - Zaczął pytać się Greg, każdego kto był w pobliżu niego.
-Głupku !
-Jak możesz nie wiedzieć o co chodzi ?
-Jesteś,aż taki tępy ?
-Każda dziewczyna by się tak wściekła jak Ness, przecież gdy się przebudziła zobaczyła was wszystkich, a w dodatku miała na sobie tylko majtki i koszulę.Więc za to było taka zła.Jestem przekonana, że wtedy czuła się trochę dziwnie.
-No dobra masz rację, następnym razem niech się ubierze-Greg zaczął się śmiać i udawać ważniaka.
Urzekł mnie tok myślenia tej grupki. Są bystrzy jak woda w klozecie.
Gdy oni sobie tak rozmawiali, podsłuchałam ich rozmowę i zaczęłam się chichotać.Gdy wyszłam z łazienki, wszyscy siedzieli na moim łóżku i mieli na twarzy szatańskie uśmieszki.
Pewnie jeszcze porozumiewawczo poruszali brwiami do siebie nawzajem.
Jak mniemam, knuli, jak się pozbyć z domu tej dziwnej istoty, która umie się chichotać. To jakaś forma transformacji czy co?
-To tyle czasu spędziłaś w łazience i nawet się nie ubrałaś?-Cała gromadka zaczęła dziwnie się na mnie patrzeć.
-Yyymmm... No tak to znaczy, kiedy wy tak sobie rozmawialiście to podsłuchałam was i wtedy wybuchłam śmiechem jak beczka z winem.
Przepraszam, wybuchłaś śmiechem jak... co? Nie wiem czemu, ale to porównanie skojarzyło mi się ze spływem beczkowym z "Hobbita". Czemu blogasek o Bieberze skojarzył mi się z "Hobbitem"?!
I nie mogłam przestać,więc postanowiłam , że wyjdę z pokoju no i wy tu siedzieliście.
A kiedy bohaterka była w pokoju? Jak wstała, to pewnie tak, ale potem poszła do łazienki, żeby się ubrać, a zamiast tego podsłuchiwała znajomych. Gdzie konsekwencja, pytam się?
Nagle Lilka zawołała chłopaków i powiedziała im coś.Nie wiem co bo nie słyszałam.Lecz po chwili wiedziałam już o co chodzi.Wszyscy zaczęli biec w moją stronę, jak by mieli zamiar mnie zabić czy pożreć.
-Atak !!!- Lilka wydała rozkaz swojej drużynie.
Chyba się zorientowała, że Ness jest chodzącą bombą nuklearną ze zdolnością samozapłonu i postanowiła ją unieszkodliwić. Chwała ci, Lilka!
-Nie ważcie się, proszę, ja tu umrę na śmierć.Nie wytrzymam tych tortur, wiecie jakie ja mam gilgotki.
Zanim wypowiedziałam te słowa, każdy mnie już gilgotał. [...]
-Ja was zaraz zabiję, zobaczycie zrobię wam taki kawał,że nie wstaniecie z podłogi.-Pokiwałam palcem i poszłam do łazienki wziąć prysznic.
Tia, jak wasz najgorszy wróg grozi wam, że zaraz wkopie wam w cztery litery tak, że własna matka was nie pozna, to najpierw idzie sobie na kawkę, prawda?
Kiedy się odprężyłam , założyłam na siebie świeże ubrania i pomalowałam leciutko rzęsy.Gdy wyszłam z łazienki podeszła do mnie Lilka i powiedziała, abym zeszła z nią na dół do salonu.Tak też zrobiłam.
-Ness, przepraszam Cię za to, że przy chłopakach zabrałam Ci kołdrę.Jest mi naprawdę przykro.
-Oj nie przejmuj się tym.Już mi przeszło.
Ale na pewno? Nie masz zamiaru wrzeszczeć przez następne kilka rozdziałów? Będziemy bardzo wdzięczni!
Teraz uważam, że to było śmieszne.Będzie co wspominać - uśmiechnęłam się i przytuliłam ją z całych sił.Gdy stałyśmy tak w uścisku, nasi koledzy zeszli na dół i także nas przytulili.
-No to co rodzinko idziemy do szkoły, bo jest już 7.30 ?- zapytał Louis.
-Ty głupku-trzasnęłam go ręką w łeb.
-Co ja takiego zrobiłem ?
-Hahaha zacytuje Ci "No to co rodzinko idziemy do szkoły"
-A no tak- wyszczerzył swoje proste ząbki.
Pfff, wszyscy w tym opku muszą mieć idealne uzębienie. Nawet Christian (patrz na część pierwszą) miał "białe kły".
-Ej ludzie Louis ma rację zbierajmy się już, bo pierwszego dnia Pan Olson wpisze nam spóźnienia.
-Kto to Pan Olson- zapytałam zaciekawiona.
-Lepiej nie pytaj, bardzo niemiły facet. A ile zadaje, szkoda o tym gadać - Powiedziała mi cichutko Lilka i poszła ubrać buty.
Ach, czymże byłoby opowiadanie o nastolatkach bez Nauczyciela-Czyste-Zło, któremu diabeł może tylko buty pucować? Niczym, panie.
Zrobiłam to samo i po chwili wszyscy byliśmy już w drodze do szkoły.W czasie, kiedy tak szliśmy każdy się wygłupiał i opowiadał jakieś kawały.
-Znacie tek dowcip ?
-Stoją 3 blondynki obok kina. Podchodzi do nich brunetka i pyta się:
- Czemu stoicie przed kinem we 3-y?
A jedna z nich mówi:
- Film jest od 18-nastu czekamy jeszcze na15-naście.
Wszyscy zaczęli się śmiać oprócz Lilki.
Lilka nie załapała tego chaotycznie opowiedzianego dowcipasa tak jak ja. Łączmy się w bólu.
-Hahaha bardzo śmieszne - spojrzała na mnie morderczym wzrokiem.
- Oj siostrzyczko, przecież to nie o tobie, ty jesteś mądra i fajna a nie to co inni - Alex wkroczył do akcji i zaczął prawić swojej siostrze komplementy.
-Liluś przepraszam Cię, nie miałam zamiaru Ciebie obrażać.
-No dobra, dobra wierze Ci, tylko nie waż się już nigdy, ale to przenigdy opowiadać w moim towarzystwie kawałów o blondynkach.
- Zgoda ?
- Zgoda szeryfie !!! - Spoważniałam i zaczęłam maszerować.
-Nie no klaunów to my mamy już za wiele - mruknął Justin.
Opkowy Geniusz Justina rozgramia po raz drugi!
-Udajmy, że tego nie słyszałam i chodźmy już do szkoły.
Po kilku problemach, dotarliśmy do szkoły w zaledwie dziesięć minut. Trochę długo nam to zajęło.Nie dziwię się.W końcu grupka szaleńców musiała się wygłupiać, rozwalając pobliskie przystanki i zabijając przechodniów.Podczas, gdy Joe wiązał sznurówki, ja podziwiałam moją nową szkołę.Była ogromna, a na dodatek był tam wielki basen i stadion. Z zamyślenia wyrwali mnie moi koledzy.
-Haloo !!!
-Ness jesteś tam ?
- Tak jestem, bez obawy jeszcze nie odleciałam na kosmos - wystawiłam im język.
Owszem, ale zaraz odlecisz, bo zaczynam mieć dość przekręcania przenośni i wyrażeń.
-Witamy w nowej szkole - zaśmiała się Lilly ciągnąc mnie za sobą. Udało mi się spojrzeć na zegarek, dopiero ósma więc mamy jeszcze godzinę.Po chwili weszłyśmy do środka, a Lilka zaczęła pokazywać mi gdzie co jest. Chwilę przed dzwonkiem usiadłyśmy na ławce, przed klasą, w której za chwilę mamy lekcję chemii.
- Nigdy nie wchodź Rose w drogę.Spój to ta w blond włosach, która wygląda jak by miała ze sto kilo tapety na twarzy.
Czy któryś z was, Czytelnicy, domyśla się, co Ness ma spoić? Bo ja nie.
No i skoro Rose może udźwignąć sto kilogramów tylko za pomocą mięśni twarzy, to nie dziwię się, że bohaterowie chcą się trzymać od niej z daleka.
-Ona potrafi zniszczyć człowieka.Raz dokopała tak pewnej dziewczynie, że wypisała się z naszej szkoły, miała dość tego, że Rose ciągle ją dręczyła i upokarzała przed wszystkimi.Ona była naprawdę fajna, ale ta głupia flądra musiała zniszczyć jej życie.
-Zapamiętam to co powiedziałaś, już jak ją ujrzałam to zauważyłam, że jest wredna.Szkoda, że wyrządziła taką krzywdę tamtej dziewczynie.Ja bym nie dała sobą tak pomiatać - westchnęłam.
-No nie wiem, ona jest wcieleniem szatana. Tego mniejszego, oczywiście. Prawdziwe imię prawdziwego Szatana pisze się zazwyczaj z dużej litery.
-Hahaha nie no teraz to dowaliłaś Lilka.
-Wiesz chciałam podkręcić atmosferę.
-No to powiem tak udało Ci się to, ale już nigdy więcej tego nie rób, bo ludzie uznają mnie za wariatkę, jak będę się ciągle tak śmiała.
To chyba miał być element komiczny, ale, jak to ujęła pewna autorka pewnego dennego opka, "miaukł i zdechł".
Rozmawiałyśmy tak dłuższą chwilę, lecz nagle przyszedł nasz nauczyciel od chemii i kazał się nam ustawić pod klasą. [...]
-Panno Maxwell proszę wybrać sobie jakieś miejsce i usiąść.
Nie odpowiadając usiadłam w przed ostatnim rzędzie obok mojej przyjaciółki.
Wiadomo, że przedostatni rząd jest przed ostatnim rzędem, ale nie oznacza to jeszcze, że można pisać sobie ten zrost oddzielnie!
Lekcja była strasznie nudna.Jakiś typek ciągle na mnie zerkał, siedział w rzędzie obok. (Yyy... To znaczy gdzie? Rząd ławek może być przed lub za kolejnym rzędem, ale obok? Chyba że bohaterka mówi o kolumnie...) Powiedziałam to Lilce.Z tego co się dowiedziałam, to on jest jednym z najsławniejszych gostków w szkole.Podobno gra w futbol i jest kapitanem drużyny.Wygląda na miłego i fajnego chłopaka.Ale nieraz pozory mylą.
Popularny kapitan drużyny futbolowej to kolejny stereotyp zaraz obok Nauczyciela-Czyste-Zło i wrednej konkurentki Mary Sue. Tutaj mamy ich wszystkich, co daje nam scenariusz kiepskiej komedii romantycznej z amerykańskim liceum jako miejscem akcji. Zapowiada się niezły kicz.
[Ness skarży się Lilce, która radzi jej przemówić do rozumu podglądaczowi, jednak Ness nie chce się kompromitować i olewa sprawę.]
Gdy zadzwonił dzwonek to wyszłam z klasy.Lecz nigdzie nie zauważyłam Lilki.I niby jak ja mam teraz znaleźć salę od matematyki.
-Cześć jestem Lucas Jenkins - podał mi rękę i zapytał o moje imię.
-Ness, Ness Maxwell- odparłam i odwzajemniłam gest.
Facet zmaterializował się przed nią znikąd i tak po prostu się przedstawił, a Ness nie czuje się zaskoczona?
-Jesteś tu nowa prawda, bo nigdy Cię tu nie widziałem.
-Tak, przeprowadziłam się tutaj tydzień temu z Nowego Yorku.
Zagadka z pierwszych dwóch rozdziałów została rozwiązana, więc powinnam się nie zgodzić z tą szybką podróżą; lot samolotem z Nowego Jorku do Chicago trwa około 11 godzin.
[Lucas próbuje umówić się z Ness, jednak przychodzi Justin i spławia natręta szybciej niż pracuje mózg bohaterki.]
-Hej Justin, dzięki, że uratowałeś mnie przed tym typkiem.Nie wiedziałam co mam mu odpowiedzieć.
-Nie ma sprawy.Wpadłaś mu w oko więc teraz będzie chciał za wszelką cenę zaprosić Cię na randkę.A uwierz mi szybko nie odpuszcza.
Gdy to powiedział spuściłam głowę w dół.
Biedna głowa krzyczała, próbowała stawiać opór, jednak mimo to bohaterka spuściła ją razem ze znajdującym się tam mózgiem wgłąb opkowej nicości, o czym świadczyć będą jej dalsze decyzje. *spoiler*
- No nie jeszcze tego mi potrzeba do szczęścia.
-Nie martw się o to, po prostu go unikaj i tyle - Przytulił mnie i leciutko się uśmiechnął.
-Dziękuje, że przy mnie jesteś.
Skoro Lucasowi kazano spadać, to za co miałby dziękować? Za nieposzczucie go okrutnymi mocami Mary Sue?
-Oj nie ma sprawy. A teraz chodź pod twoją klasę bo się spóźnisz na lekcję a Pan Olson, będzie Cię dręczył do końca twoich dni, jak na Nauczyciela-Czyste-Zło przystało - szturchnął mnie w ramię.
Kiedy chciał już odejść, pocałowałam go leciutko w policzek i pożegnałam się z nim.
-Ness, gdzieś ty polazła wszędzie Cię szukałam ? - Podbiegła do mnie rozwścieczona Lilunia.
Przepraszam, ale czy to nie "Lilunia" miała pilnować nieobeznaną w nowym miejscu koleżankę, żeby się nie zgubiła? Ja bym za takiego przewodnika podziękowała i sprawdziła plan lekcji na tablicy ogłoszeń (o ile by takowa była).
-Nie mogłam Cię znaleźć wiec zostałam pod klasą od chemii.Wtedy podszedł do mnie Lucas i chciał zaprosić mnie na randkę, ale na szczęście w tamtym momencie podszedł do mnie Justin i mu dogadał.
Pogawędziłam chwilę z nim i odprowadził mnie tutaj bo nie wiedziałam, gdzie mam iść.
-Ale jaja, Lucas się w tobie bujnął.Nie da Ci spokoju, jeżeli nie pójdziesz z nim na randkę.Wiem Justin mi to powiedział i tu mamy problem.
Lilka, weź nie kłam, na litość Valarów! Justin przed chwilą rozstał się z Ness, więc jak mógł ci powiedzieć o tym, co się stało przed kilkoma minutami?
-Jakoś sobie poradzisz, pomogę Ci w tym, a teraz chodźmy do klasy bo będziemy miałe przechlapane.
Chciałam usiąść koło Lilki, lecz profesorek kazał mi przenieść się do pierwszej ławki, gdzie był Lucas.Ja to mam szczęście.
Po przeczytaniu przedostatniego zdania mam wizję bohaterki jedzącej marchewkę i mówiącej do nauczyciela: "Co jest, doktorku?". To opko zaczyna źle działać mi na mózg...
-Witaj ponownie koleżanko.
-Hej - warknęłam.
-Coś ty taka wściekła jesteś ?
-Nie jestem tylko nie chce mi się rozmawiać.
-Uhum, ale i tak będziesz musiała.
-Wcale nie !
-Oj tak !
Gdy on tak się zemną drażnił, Pan Olson postanowił wstawić mu naganę z rozmowy.
-A ona, dlaczego niedostała ?
- Bo to ty ją dręczysz cały czas młodzieńcze.
*głęboki wdech* Czyżby Nauczyciel-Czyste-Zło nie był wcale taki zły dla Mary Sue?! To ewidentnie jakieś merysujcze czary!
-Niech Panu będzie.
-Nie będzie tylko tak jest a teraz bądź cicho, bo wyśle Cię do dyrektorki.
- Zwykłą pocztą czy przez sowę? - spytał Lucas równie bezbarwnie, jak przyjął argument wstawienia mu pały za rozmowę na lekcji.
-Widzisz Ness, dzięki mnie nie masz uwagi.Jestem twoim wybawicielem.
Postanowiłam, że się do niego nie odezwę do końca lekcji.Ciągle coś do mnie paplał, ale ja robiłam mu na złość i nic nie odpowiadałam.
A robiła to z taką premedytacją i jadem wyciekającym ze spojrzenia, że w końcu Lucas strzelił focha i więcej się nie odezwał, próbując stłumić płacz. Taka ta bohaterka była złośliwa.
Kiedy lekcja się skończyła złapał mnie za rękę i powiedział , że w końcu na pewno się z nim umówię.[...]Spędziłam w tej szkole jeszcze sześć godzin.Jakoś wytrwałam, ale ten Lucas doprowadzał mnie do szału.
Kiedy wyszłam ze szkoły zauważyłam Justina i do niego podbiegłam
-Jak ci minął dzień ?
-Lepiej nie pytaj, ten chłoptaś nie dawał mi spokoju.
-A nie mówiłem - zaczął wystawiać mi język i szturchać.
Te czynności zajmowały mu tyle czasu, że język miał już wystawiony, ale ze szturchania zrezygnował, bo ręka zdrętwiała mu, zanim dotknął Ness.
-Ale śmieszne, to nie ciebie męczy pewien chłopak - odepchnęłam go i szłam dalej.
-No dobra, dobra , a teraz chodź odwiozę Cię do domu.
-Okej.
Na parkingu zauważyłam stojącego tam Bugatti Veyrona.Te (to) auto jest piękne i szybkie.No i trochę kosztuje.
Pewnie tak, ale i tak nie tyle, ile kosztuje mnie analizowanie tego opka. Nawet nie mam jak wykrywać objawów SNIFa, bo takowych nie ma. Co nie oznacza jeszcze, że opko stało się bardziej interesujące.
-Świetne auto
-Dzięki - a teraz wsiadaj bo wieczorem mamy randkę - uśmiechnął się do mnie.
-Tak wiem i nie bój się zawsze jestem gotowa na czas.
Po dziesięciu minutach byłam już przed domem, podziękowałam Justinowi i weszłam do środka.
-Hej mamo - rzuciłam torbę o ziemię i podbiegłam do niej.
-No cześć curcu. Jak było w szkole ?
A co to jest curca? Nawet gogle miały problem z tym słowem, więc skierowały mnie na fragment nazwy leku i łacińską nazwę ostryżu długiego, zwanego inaczej kurkumą.
-Fajnie , bardzo mi się podobało.
Ominęłam to, ze pewiem chłopak mnie prześladował od rana i kontynuowałam rozmowe dalej.
-Są już Alex i Lilka ?
-Tak czekają na ciebie na górze, leć już bo widzę, że nie wytrzymasz.
-Dzięki. Pa Kocham Cię - zabrałam jedną mandarynkę z miski i pobiegłam do mojego pokoju.
-Gdzie byłaś tak długo - Alex zapytał mnie ze zdziwieniem.Trochę się jąkał bo skakał po moim łóżku.
Nie wiedziałam, że skakanie na łóżku powoduje wady wymowy. Oraz że od tego samego gubi się przecinki.
-Jechałam autem z Justinem, zaproponował mi, że mnie podwiezie wiec się zgodziła (Ło Boru...).Po drodze zajechaliśmy do sklepu po wodę i to pewnie przez to tak długo mnie nie było.
-Tak myślałam, że jesteś z nim - Lilka rzuciła we mnie kapciem i spadła z łóżka.
A to co? Kapeć odwdzięczył się Lilce na zasadzie akcji i reakcji? W rzeczywistości musiało to wyglądać komicznie: dziewczyna rzuca kapciem i odrzuca ją w tył jak po zaklęciu "Fus ro dah".
-Chcecie wojny na poduszki, kapcie i inne przedmioty. To okey.Tylko potem nie płaczcie.Walka trwała trzydzieści minut, Alex skończył bić się wcześniej, bo padał z sił.Wiedziałam, że dziewczyny są lepsze w walce na poduszki i inne rzeczy.
Bzdura! To ten Alex jest jakiś nieudany, bo gdyby jakiś inny (nieopkowy) chłopak grał w bitwę na poduszki z bohaterkami, to wysmarowałaby nimi ścianę po kilku minutach.
Mój pokój wyglądał jak po drugiej wojnie światowej, a ja jak jakaś wiedźma.
Ej! Tylko nie obrażaj wiedźm, bo nie wszystkie są Mary Sue!
[Ness orientuje się, że za godzinę przyjdzie Justin, więc robi z Lilką rewolucję, byleby wysprzątać pokój i przygotować się na randkę. Nuda.]
Jak wyszłam, w moją stronę padły przyjemne komentarze.Moja makijażystka zrobiła mi piękny makijaż.Po prostu zwalał z nóg.Zaraz po upiększaniu mojej twarzy uczesała mnie przepięknie, na mojej głowie były cudowne fale.
-Wyglądasz bosko moja droga - zamruczała seksownie.
Jeszcze tylko brakowało, żeby z opka o Bimberze zalatywało klimatem yuri. Cóż, udajmy, że nic tu nie było...
-Dziękuje Ci to twoja zasługa.Już wiem do kogo mam się zawsze zwracać - szturchnęłam ją w ramię i pożegnałam się.
-Na dole czekał już na mnie Justin z czerwoną różą w dłoni.
Naprawdę szkoda, że nie szkarłatną... *nawiązanie do filmu "W jak wendeta"*
[...]
-Hej - mówiłam,że zawsze jestem gotowa na czas.
- Cześć.- zamurowało go trochę, stał i się mi przyglądał przez chwilkę w ciszy.
-Ach tak proszę, ta róża jest dla Ciebie.Wyglądasz Ślicznie.Chodźmy już.
Pewnie odjęło mu mowę, bo dziewczyna nie ubrała się w elegancką sukienkę, tylko w "bokserkę, miętowe rurki i czarne adidasy". Byłoby jeszcze śmieszniej, gdyby on sam miał garnitur.
Nie wiedziałam, gdzie jedziemy.Na początku zastanawiałam się czy,aby na pewno nie do jakiejś restauracji.
Ale okazało się, że zatrzymaliśmy się kilka metrów od plaży.
Wyszliśmy z samochodu i zaczęliśmy iść ku brzegu.
No dobra, atmosfera cud-miód i w ogóle, ale młodzi robią jakieś dziwne rzeczy. Ku brzegowi można podążać, a iść w stronę brzegu; nie ma innej opcji.
-Justin...- zaczęłam
-Hm?- mruknął i spojrzał mi w oczy.
-Mieliśmy iść do kina – przypomniałam mu
-Spokojnie kino nie ucieknie, a moim zdaniem zachód słońca jest jak film, tyle że trwa krócej uśmiechnął się obejmując mnie ramieniem- Usiądziemy sobie gdzieś na piasku, obejrzymy zachód słońca i pójdziemy do kina ?
-Co ty na to ?
Jak dla mnie zarąbiaszczy pomysł. Choć dla bohaterki mającej na sobie miętowe rurki trochę mniej.
Po chwili zastanowienia odpowiedziałam mu, że nie musimy iść do kina.Tu jest bardzo fajnie i spokojnie.[...]
Justin się ucieszył.Po chwili wstał i podał mi rękę.Złapałam ją i podniosłam się z piasku w mgnieniu oka.
Spacerowaliśmy i rozmawialiśmy.Postanowiłam, spojrzeć na zegarek.Była 20:00, a ja mam czas do 20:30.[...]
-Coś się stało ? - zapytał Justin odwracając się do mnie przodem.Podszedł do mnie bliżej i położył ręce na biodrach.
-Odwieziesz mnie już do domu ?
-Mam czas do 20:30 a jest 20, jeżeli nie będę na czas to czeka mnie szlaban
-Oczywiście już cię odwożę tylko.... Nie dokończył zdania i na wet nie wiem kiedy wessał się w moje usta.
Ojacie! Justin to człowiek-pijawka!
Napoczątku chciałam go odepchnąć, bo co on sobie myśli, że na pierwszej randce może mnie całować ?. Ale nie zrobiłam tego, bo ciało odmówiło mi posłuszeństwa, nogi mi zmiękły, a w brzuchu pojawiło się stado motyli.Spodobało mi się to więc, postanowiłam, ze nie oderwę moich ust od jego.
To była ta krótka chwila, kiedy w końcu mózg bohaterki o prędkości internetu Explorera przetworzył informację o pochopności umawiania się z nieznanym facetem na randkę, a sama bohaterka olała ją w ciągu ułamka sekundy! Jeszcze pożałuje tej decyzji!
Całowaliśmy się przez dłuższą chwilę.Lecz po pewnym czasie zabrakło nam powietrza i oderwaliśmy się od siebie.
Stałam w ciszy spoglądając w jego oczy, były takie piękne i czekoladowe.
Wiecie, tak sobie myślę, że jak znajdę w analizowanych opkach jeszcze co najmniej cztery dziwne określenia koloru oczu, to ogłoszę top listę - będzie jakieś urozmaicenie w Borze.
Tą ciszę przerwał Justin.
-To jak jest jeszcze możliwość, abym odwiózł Cię do domu księżniczko ?
-Taa...ak..kk- zająkałam się.Nie wiedziałam jak mam się zachować.
Ja wiem! Przestań się wysilać, bo nawet jąkanie ci nie wychodzi.
- No to chodźmy - podszedł do mnie i wziął mnie na barana.
[Tu jest przesłodzony dialog między bohaterami, który wycięłam, żeby nieco skrócić cierpienie moje i wasze.]
Justin postawił mnie na ziemię, bo byliśmy już przy aucie.Gdy usiadłam w fotelu i zapięłam pasy.Zapytałam go o godzinę.Była 20:20.
-Cholera, mam dziesięć minut.Nie zdążymy - zesmutniałam i oparłam głowę o fotel.
-Zdążymy zobaczysz.Ja jak coś obiecuje to zawsze dotrzymuje obietnicy.
-Teraz Ci wierzę, byliśmy przed moim domem pięć minut przed czasem.
-Jesteś boski po prostu Kocham Cię i to bardzo.
-Miło mi to słyszeć kochanie.
A więc oficjalnie Justin i Ness są w sobie zakochani i na stówę będą parą.
Pod koniec rozdziału jest pożegnanie, krótka rozmowa bohaterki z matką, a potem z Lilly. Post kończy się nad wyraz niespodziewanie: Ness bierze prysznic, kładzie się do łóżka i zasypia, nawet nie przykrywając się "kąłdrą", cokolwiek to jest.
Jeśli chcecie wiedzieć, co się będzie działo dalej, nie liczcie na mnie, bo mam już serdecznie dość tego opka, a kolejne rozdziały są niepokojąco długie... Zdradzę tylko, że dwa rozdziały później powstanie kolejny Tró Loff. I to na skutek gry w butelkę...
Z bezimiennego liceum pozdrawia was rozdająca bohaterom szkarłatne róże Deni Len.
Minęło kilka tygodni, odkąd nasza bohaterka zjadła kilka kolacji, umyła się i położyła do łóżeczka z głową pełną myśli o randce z Bieberem i kolejnym dniu pełnym wrażeń. Czy takowe będą? To już kwestia gustu.
Analiza będzie dziś dłuższa, bo autorka napisała rozdział długi jak stąd do Nowej Zelandii. Tekst w miarę czytania robi się tak nudny, że nawet nie ma z czego żartować. Pewne jest jednak to, że znajdą się tu marne teksty bohaterów i zatrważające reakcje łańcuchowe emocji.
Link: http://enchanted-world-silent-thoughts.blogspot.com/2012/12/rozdzia-4.html
Analizowała Deni Len.
Rozdział 4
-Wstawaj, wstawaj, wstawaj ! - Krzyczeli Alex,Justin,Lilly i reszta paczki wchodząc do mojego pokoju.
-Jeszcze pięć minutek i wstaje-Odparłam w pół śpiąca.
Jako że jestem w pół życzliwa dla innych ludzi, nie przywalę ci. Chyba że jeszcze raz postanowisz poeksperymentować z kompozycją.
-Nie za pięć minut tylko teraz i to w tej chwili ! -Podeszła do mnie Lilka i zabrała moją kołdrę, na której była rodzinka Simpsonów.
Kiedy otworzyłam oczy na moich policzkach pojawiły się rumieńce, byłam wściekła.Przy moim łóżku stało pięciu chłopców.A ja byłam tylko w majtkach i koszuli.Chyba zapadnę się zaraz pod ziemię dopiero znam ich drugi dzień, a oni widzieli mnie już w piżamie.Ale siara.
-O nie, nie, nie !-Zaczęłam się drzeć jak najgłośniej.
W mordę! Autorka powinna umieścić na wstępie komunikat: "Uwaga! Rozdział zawiera materiały wybuchowe zdolne do samozapłonu.Wstęp wzbroniony w ramach ochrony życia i zdrowia."
-W tej chwili wyjdźcie z mojego pokoju i nie ważcie się na mnie patrzeć-Pokręciłam głową i jak najszybciej pobiegłam w stronę łazienki.
-Co jej odbiło ? - Zaczął pytać się Greg, każdego kto był w pobliżu niego.
-Głupku !
-Jak możesz nie wiedzieć o co chodzi ?
-Jesteś,aż taki tępy ?
-Każda dziewczyna by się tak wściekła jak Ness, przecież gdy się przebudziła zobaczyła was wszystkich, a w dodatku miała na sobie tylko majtki i koszulę.Więc za to było taka zła.Jestem przekonana, że wtedy czuła się trochę dziwnie.
-No dobra masz rację, następnym razem niech się ubierze-Greg zaczął się śmiać i udawać ważniaka.
Urzekł mnie tok myślenia tej grupki. Są bystrzy jak woda w klozecie.
Gdy oni sobie tak rozmawiali, podsłuchałam ich rozmowę i zaczęłam się chichotać.Gdy wyszłam z łazienki, wszyscy siedzieli na moim łóżku i mieli na twarzy szatańskie uśmieszki.
Pewnie jeszcze porozumiewawczo poruszali brwiami do siebie nawzajem.
![]() |
| źródło: giphy.com |
Jak mniemam, knuli, jak się pozbyć z domu tej dziwnej istoty, która umie się chichotać. To jakaś forma transformacji czy co?
-To tyle czasu spędziłaś w łazience i nawet się nie ubrałaś?-Cała gromadka zaczęła dziwnie się na mnie patrzeć.
-Yyymmm... No tak to znaczy, kiedy wy tak sobie rozmawialiście to podsłuchałam was i wtedy wybuchłam śmiechem jak beczka z winem.
Przepraszam, wybuchłaś śmiechem jak... co? Nie wiem czemu, ale to porównanie skojarzyło mi się ze spływem beczkowym z "Hobbita". Czemu blogasek o Bieberze skojarzył mi się z "Hobbitem"?!
I nie mogłam przestać,więc postanowiłam , że wyjdę z pokoju no i wy tu siedzieliście.
A kiedy bohaterka była w pokoju? Jak wstała, to pewnie tak, ale potem poszła do łazienki, żeby się ubrać, a zamiast tego podsłuchiwała znajomych. Gdzie konsekwencja, pytam się?
Nagle Lilka zawołała chłopaków i powiedziała im coś.Nie wiem co bo nie słyszałam.Lecz po chwili wiedziałam już o co chodzi.Wszyscy zaczęli biec w moją stronę, jak by mieli zamiar mnie zabić czy pożreć.
-Atak !!!- Lilka wydała rozkaz swojej drużynie.
Chyba się zorientowała, że Ness jest chodzącą bombą nuklearną ze zdolnością samozapłonu i postanowiła ją unieszkodliwić. Chwała ci, Lilka!
-Nie ważcie się, proszę, ja tu umrę na śmierć.Nie wytrzymam tych tortur, wiecie jakie ja mam gilgotki.
Zanim wypowiedziałam te słowa, każdy mnie już gilgotał. [...]
-Ja was zaraz zabiję, zobaczycie zrobię wam taki kawał,że nie wstaniecie z podłogi.-Pokiwałam palcem i poszłam do łazienki wziąć prysznic.
Tia, jak wasz najgorszy wróg grozi wam, że zaraz wkopie wam w cztery litery tak, że własna matka was nie pozna, to najpierw idzie sobie na kawkę, prawda?
Kiedy się odprężyłam , założyłam na siebie świeże ubrania i pomalowałam leciutko rzęsy.Gdy wyszłam z łazienki podeszła do mnie Lilka i powiedziała, abym zeszła z nią na dół do salonu.Tak też zrobiłam.
-Ness, przepraszam Cię za to, że przy chłopakach zabrałam Ci kołdrę.Jest mi naprawdę przykro.
-Oj nie przejmuj się tym.Już mi przeszło.
Ale na pewno? Nie masz zamiaru wrzeszczeć przez następne kilka rozdziałów? Będziemy bardzo wdzięczni!
Teraz uważam, że to było śmieszne.Będzie co wspominać - uśmiechnęłam się i przytuliłam ją z całych sił.Gdy stałyśmy tak w uścisku, nasi koledzy zeszli na dół i także nas przytulili.
-No to co rodzinko idziemy do szkoły, bo jest już 7.30 ?- zapytał Louis.
-Ty głupku-trzasnęłam go ręką w łeb.
-Co ja takiego zrobiłem ?
-Hahaha zacytuje Ci "No to co rodzinko idziemy do szkoły"
-A no tak- wyszczerzył swoje proste ząbki.
Pfff, wszyscy w tym opku muszą mieć idealne uzębienie. Nawet Christian (patrz na część pierwszą) miał "białe kły".
-Ej ludzie Louis ma rację zbierajmy się już, bo pierwszego dnia Pan Olson wpisze nam spóźnienia.
-Kto to Pan Olson- zapytałam zaciekawiona.
-Lepiej nie pytaj, bardzo niemiły facet. A ile zadaje, szkoda o tym gadać - Powiedziała mi cichutko Lilka i poszła ubrać buty.
Ach, czymże byłoby opowiadanie o nastolatkach bez Nauczyciela-Czyste-Zło, któremu diabeł może tylko buty pucować? Niczym, panie.
Zrobiłam to samo i po chwili wszyscy byliśmy już w drodze do szkoły.W czasie, kiedy tak szliśmy każdy się wygłupiał i opowiadał jakieś kawały.
-Znacie tek dowcip ?
-Stoją 3 blondynki obok kina. Podchodzi do nich brunetka i pyta się:
- Czemu stoicie przed kinem we 3-y?
A jedna z nich mówi:
- Film jest od 18-nastu czekamy jeszcze na15-naście.
Wszyscy zaczęli się śmiać oprócz Lilki.
Lilka nie załapała tego chaotycznie opowiedzianego dowcipasa tak jak ja. Łączmy się w bólu.
-Hahaha bardzo śmieszne - spojrzała na mnie morderczym wzrokiem.
- Oj siostrzyczko, przecież to nie o tobie, ty jesteś mądra i fajna a nie to co inni - Alex wkroczył do akcji i zaczął prawić swojej siostrze komplementy.
-Liluś przepraszam Cię, nie miałam zamiaru Ciebie obrażać.
-No dobra, dobra wierze Ci, tylko nie waż się już nigdy, ale to przenigdy opowiadać w moim towarzystwie kawałów o blondynkach.
- Zgoda ?
- Zgoda szeryfie !!! - Spoważniałam i zaczęłam maszerować.
-Nie no klaunów to my mamy już za wiele - mruknął Justin.
![]() |
| źródło: giphy.com |
-Udajmy, że tego nie słyszałam i chodźmy już do szkoły.
Po kilku problemach, dotarliśmy do szkoły w zaledwie dziesięć minut. Trochę długo nam to zajęło.Nie dziwię się.W końcu grupka szaleńców musiała się wygłupiać, rozwalając pobliskie przystanki i zabijając przechodniów.Podczas, gdy Joe wiązał sznurówki, ja podziwiałam moją nową szkołę.Była ogromna, a na dodatek był tam wielki basen i stadion. Z zamyślenia wyrwali mnie moi koledzy.
-Haloo !!!
-Ness jesteś tam ?
- Tak jestem, bez obawy jeszcze nie odleciałam na kosmos - wystawiłam im język.
Owszem, ale zaraz odlecisz, bo zaczynam mieć dość przekręcania przenośni i wyrażeń.
-Witamy w nowej szkole - zaśmiała się Lilly ciągnąc mnie za sobą. Udało mi się spojrzeć na zegarek, dopiero ósma więc mamy jeszcze godzinę.Po chwili weszłyśmy do środka, a Lilka zaczęła pokazywać mi gdzie co jest. Chwilę przed dzwonkiem usiadłyśmy na ławce, przed klasą, w której za chwilę mamy lekcję chemii.
- Nigdy nie wchodź Rose w drogę.Spój to ta w blond włosach, która wygląda jak by miała ze sto kilo tapety na twarzy.
Czy któryś z was, Czytelnicy, domyśla się, co Ness ma spoić? Bo ja nie.
No i skoro Rose może udźwignąć sto kilogramów tylko za pomocą mięśni twarzy, to nie dziwię się, że bohaterowie chcą się trzymać od niej z daleka.
-Ona potrafi zniszczyć człowieka.Raz dokopała tak pewnej dziewczynie, że wypisała się z naszej szkoły, miała dość tego, że Rose ciągle ją dręczyła i upokarzała przed wszystkimi.Ona była naprawdę fajna, ale ta głupia flądra musiała zniszczyć jej życie.
-Zapamiętam to co powiedziałaś, już jak ją ujrzałam to zauważyłam, że jest wredna.Szkoda, że wyrządziła taką krzywdę tamtej dziewczynie.Ja bym nie dała sobą tak pomiatać - westchnęłam.
![]() |
| Źródło: deviantart.com |
-No nie wiem, ona jest wcieleniem szatana. Tego mniejszego, oczywiście. Prawdziwe imię prawdziwego Szatana pisze się zazwyczaj z dużej litery.
-Hahaha nie no teraz to dowaliłaś Lilka.
-Wiesz chciałam podkręcić atmosferę.
-No to powiem tak udało Ci się to, ale już nigdy więcej tego nie rób, bo ludzie uznają mnie za wariatkę, jak będę się ciągle tak śmiała.
To chyba miał być element komiczny, ale, jak to ujęła pewna autorka pewnego dennego opka, "miaukł i zdechł".
Rozmawiałyśmy tak dłuższą chwilę, lecz nagle przyszedł nasz nauczyciel od chemii i kazał się nam ustawić pod klasą. [...]
-Panno Maxwell proszę wybrać sobie jakieś miejsce i usiąść.
Nie odpowiadając usiadłam w przed ostatnim rzędzie obok mojej przyjaciółki.
Wiadomo, że przedostatni rząd jest przed ostatnim rzędem, ale nie oznacza to jeszcze, że można pisać sobie ten zrost oddzielnie!
Lekcja była strasznie nudna.Jakiś typek ciągle na mnie zerkał, siedział w rzędzie obok. (Yyy... To znaczy gdzie? Rząd ławek może być przed lub za kolejnym rzędem, ale obok? Chyba że bohaterka mówi o kolumnie...) Powiedziałam to Lilce.Z tego co się dowiedziałam, to on jest jednym z najsławniejszych gostków w szkole.Podobno gra w futbol i jest kapitanem drużyny.Wygląda na miłego i fajnego chłopaka.Ale nieraz pozory mylą.
Popularny kapitan drużyny futbolowej to kolejny stereotyp zaraz obok Nauczyciela-Czyste-Zło i wrednej konkurentki Mary Sue. Tutaj mamy ich wszystkich, co daje nam scenariusz kiepskiej komedii romantycznej z amerykańskim liceum jako miejscem akcji. Zapowiada się niezły kicz.
[Ness skarży się Lilce, która radzi jej przemówić do rozumu podglądaczowi, jednak Ness nie chce się kompromitować i olewa sprawę.]
Gdy zadzwonił dzwonek to wyszłam z klasy.Lecz nigdzie nie zauważyłam Lilki.I niby jak ja mam teraz znaleźć salę od matematyki.
-Cześć jestem Lucas Jenkins - podał mi rękę i zapytał o moje imię.
-Ness, Ness Maxwell- odparłam i odwzajemniłam gest.
Facet zmaterializował się przed nią znikąd i tak po prostu się przedstawił, a Ness nie czuje się zaskoczona?
-Jesteś tu nowa prawda, bo nigdy Cię tu nie widziałem.
-Tak, przeprowadziłam się tutaj tydzień temu z Nowego Yorku.
Zagadka z pierwszych dwóch rozdziałów została rozwiązana, więc powinnam się nie zgodzić z tą szybką podróżą; lot samolotem z Nowego Jorku do Chicago trwa około 11 godzin.
[Lucas próbuje umówić się z Ness, jednak przychodzi Justin i spławia natręta szybciej niż pracuje mózg bohaterki.]
-Hej Justin, dzięki, że uratowałeś mnie przed tym typkiem.Nie wiedziałam co mam mu odpowiedzieć.
-Nie ma sprawy.Wpadłaś mu w oko więc teraz będzie chciał za wszelką cenę zaprosić Cię na randkę.A uwierz mi szybko nie odpuszcza.
Gdy to powiedział spuściłam głowę w dół.
Biedna głowa krzyczała, próbowała stawiać opór, jednak mimo to bohaterka spuściła ją razem ze znajdującym się tam mózgiem wgłąb opkowej nicości, o czym świadczyć będą jej dalsze decyzje. *spoiler*
- No nie jeszcze tego mi potrzeba do szczęścia.
-Nie martw się o to, po prostu go unikaj i tyle - Przytulił mnie i leciutko się uśmiechnął.
-Dziękuje, że przy mnie jesteś.
Skoro Lucasowi kazano spadać, to za co miałby dziękować? Za nieposzczucie go okrutnymi mocami Mary Sue?
-Oj nie ma sprawy. A teraz chodź pod twoją klasę bo się spóźnisz na lekcję a Pan Olson, będzie Cię dręczył do końca twoich dni, jak na Nauczyciela-Czyste-Zło przystało - szturchnął mnie w ramię.
Kiedy chciał już odejść, pocałowałam go leciutko w policzek i pożegnałam się z nim.
-Ness, gdzieś ty polazła wszędzie Cię szukałam ? - Podbiegła do mnie rozwścieczona Lilunia.
Przepraszam, ale czy to nie "Lilunia" miała pilnować nieobeznaną w nowym miejscu koleżankę, żeby się nie zgubiła? Ja bym za takiego przewodnika podziękowała i sprawdziła plan lekcji na tablicy ogłoszeń (o ile by takowa była).
-Nie mogłam Cię znaleźć wiec zostałam pod klasą od chemii.Wtedy podszedł do mnie Lucas i chciał zaprosić mnie na randkę, ale na szczęście w tamtym momencie podszedł do mnie Justin i mu dogadał.
Pogawędziłam chwilę z nim i odprowadził mnie tutaj bo nie wiedziałam, gdzie mam iść.
-Ale jaja, Lucas się w tobie bujnął.Nie da Ci spokoju, jeżeli nie pójdziesz z nim na randkę.Wiem Justin mi to powiedział i tu mamy problem.
Lilka, weź nie kłam, na litość Valarów! Justin przed chwilą rozstał się z Ness, więc jak mógł ci powiedzieć o tym, co się stało przed kilkoma minutami?
-Jakoś sobie poradzisz, pomogę Ci w tym, a teraz chodźmy do klasy bo będziemy miałe przechlapane.
Chciałam usiąść koło Lilki, lecz profesorek kazał mi przenieść się do pierwszej ławki, gdzie był Lucas.Ja to mam szczęście.
Po przeczytaniu przedostatniego zdania mam wizję bohaterki jedzącej marchewkę i mówiącej do nauczyciela: "Co jest, doktorku?". To opko zaczyna źle działać mi na mózg...
-Witaj ponownie koleżanko.
-Hej - warknęłam.
-Coś ty taka wściekła jesteś ?
-Nie jestem tylko nie chce mi się rozmawiać.
-Uhum, ale i tak będziesz musiała.
-Wcale nie !
-Oj tak !
Gdy on tak się zemną drażnił, Pan Olson postanowił wstawić mu naganę z rozmowy.
-A ona, dlaczego niedostała ?
- Bo to ty ją dręczysz cały czas młodzieńcze.
*głęboki wdech* Czyżby Nauczyciel-Czyste-Zło nie był wcale taki zły dla Mary Sue?! To ewidentnie jakieś merysujcze czary!
-Niech Panu będzie.
-Nie będzie tylko tak jest a teraz bądź cicho, bo wyśle Cię do dyrektorki.
- Zwykłą pocztą czy przez sowę? - spytał Lucas równie bezbarwnie, jak przyjął argument wstawienia mu pały za rozmowę na lekcji.
-Widzisz Ness, dzięki mnie nie masz uwagi.Jestem twoim wybawicielem.
Postanowiłam, że się do niego nie odezwę do końca lekcji.Ciągle coś do mnie paplał, ale ja robiłam mu na złość i nic nie odpowiadałam.
A robiła to z taką premedytacją i jadem wyciekającym ze spojrzenia, że w końcu Lucas strzelił focha i więcej się nie odezwał, próbując stłumić płacz. Taka ta bohaterka była złośliwa.
Kiedy lekcja się skończyła złapał mnie za rękę i powiedział , że w końcu na pewno się z nim umówię.[...]Spędziłam w tej szkole jeszcze sześć godzin.Jakoś wytrwałam, ale ten Lucas doprowadzał mnie do szału.
Kiedy wyszłam ze szkoły zauważyłam Justina i do niego podbiegłam
-Jak ci minął dzień ?
-Lepiej nie pytaj, ten chłoptaś nie dawał mi spokoju.
-A nie mówiłem - zaczął wystawiać mi język i szturchać.
Te czynności zajmowały mu tyle czasu, że język miał już wystawiony, ale ze szturchania zrezygnował, bo ręka zdrętwiała mu, zanim dotknął Ness.
-Ale śmieszne, to nie ciebie męczy pewien chłopak - odepchnęłam go i szłam dalej.
-No dobra, dobra , a teraz chodź odwiozę Cię do domu.
-Okej.
Na parkingu zauważyłam stojącego tam Bugatti Veyrona.Te (to) auto jest piękne i szybkie.No i trochę kosztuje.
Pewnie tak, ale i tak nie tyle, ile kosztuje mnie analizowanie tego opka. Nawet nie mam jak wykrywać objawów SNIFa, bo takowych nie ma. Co nie oznacza jeszcze, że opko stało się bardziej interesujące.
-Świetne auto
-Dzięki - a teraz wsiadaj bo wieczorem mamy randkę - uśmiechnął się do mnie.
-Tak wiem i nie bój się zawsze jestem gotowa na czas.
Po dziesięciu minutach byłam już przed domem, podziękowałam Justinowi i weszłam do środka.
-Hej mamo - rzuciłam torbę o ziemię i podbiegłam do niej.
-No cześć curcu. Jak było w szkole ?
A co to jest curca? Nawet gogle miały problem z tym słowem, więc skierowały mnie na fragment nazwy leku i łacińską nazwę ostryżu długiego, zwanego inaczej kurkumą.
-Fajnie , bardzo mi się podobało.
Ominęłam to, ze pewiem chłopak mnie prześladował od rana i kontynuowałam rozmowe dalej.
-Są już Alex i Lilka ?
-Tak czekają na ciebie na górze, leć już bo widzę, że nie wytrzymasz.
-Dzięki. Pa Kocham Cię - zabrałam jedną mandarynkę z miski i pobiegłam do mojego pokoju.
-Gdzie byłaś tak długo - Alex zapytał mnie ze zdziwieniem.Trochę się jąkał bo skakał po moim łóżku.
Nie wiedziałam, że skakanie na łóżku powoduje wady wymowy. Oraz że od tego samego gubi się przecinki.
-Jechałam autem z Justinem, zaproponował mi, że mnie podwiezie wiec się zgodziła (Ło Boru...).Po drodze zajechaliśmy do sklepu po wodę i to pewnie przez to tak długo mnie nie było.
-Tak myślałam, że jesteś z nim - Lilka rzuciła we mnie kapciem i spadła z łóżka.
A to co? Kapeć odwdzięczył się Lilce na zasadzie akcji i reakcji? W rzeczywistości musiało to wyglądać komicznie: dziewczyna rzuca kapciem i odrzuca ją w tył jak po zaklęciu "Fus ro dah".
-Chcecie wojny na poduszki, kapcie i inne przedmioty. To okey.Tylko potem nie płaczcie.Walka trwała trzydzieści minut, Alex skończył bić się wcześniej, bo padał z sił.Wiedziałam, że dziewczyny są lepsze w walce na poduszki i inne rzeczy.
Bzdura! To ten Alex jest jakiś nieudany, bo gdyby jakiś inny (nieopkowy) chłopak grał w bitwę na poduszki z bohaterkami, to wysmarowałaby nimi ścianę po kilku minutach.
Mój pokój wyglądał jak po drugiej wojnie światowej, a ja jak jakaś wiedźma.
Ej! Tylko nie obrażaj wiedźm, bo nie wszystkie są Mary Sue!
[Ness orientuje się, że za godzinę przyjdzie Justin, więc robi z Lilką rewolucję, byleby wysprzątać pokój i przygotować się na randkę. Nuda.]
Jak wyszłam, w moją stronę padły przyjemne komentarze.Moja makijażystka zrobiła mi piękny makijaż.Po prostu zwalał z nóg.Zaraz po upiększaniu mojej twarzy uczesała mnie przepięknie, na mojej głowie były cudowne fale.
-Wyglądasz bosko moja droga - zamruczała seksownie.
Jeszcze tylko brakowało, żeby z opka o Bimberze zalatywało klimatem yuri. Cóż, udajmy, że nic tu nie było...
-Dziękuje Ci to twoja zasługa.Już wiem do kogo mam się zawsze zwracać - szturchnęłam ją w ramię i pożegnałam się.
-Na dole czekał już na mnie Justin z czerwoną różą w dłoni.
Naprawdę szkoda, że nie szkarłatną... *nawiązanie do filmu "W jak wendeta"*
[...]
-Hej - mówiłam,że zawsze jestem gotowa na czas.
- Cześć.- zamurowało go trochę, stał i się mi przyglądał przez chwilkę w ciszy.
-Ach tak proszę, ta róża jest dla Ciebie.Wyglądasz Ślicznie.Chodźmy już.
Pewnie odjęło mu mowę, bo dziewczyna nie ubrała się w elegancką sukienkę, tylko w "bokserkę, miętowe rurki i czarne adidasy". Byłoby jeszcze śmieszniej, gdyby on sam miał garnitur.
Nie wiedziałam, gdzie jedziemy.Na początku zastanawiałam się czy,aby na pewno nie do jakiejś restauracji.
Ale okazało się, że zatrzymaliśmy się kilka metrów od plaży.
Wyszliśmy z samochodu i zaczęliśmy iść ku brzegu.
No dobra, atmosfera cud-miód i w ogóle, ale młodzi robią jakieś dziwne rzeczy. Ku brzegowi można podążać, a iść w stronę brzegu; nie ma innej opcji.
-Justin...- zaczęłam
-Hm?- mruknął i spojrzał mi w oczy.
-Mieliśmy iść do kina – przypomniałam mu
-Spokojnie kino nie ucieknie, a moim zdaniem zachód słońca jest jak film, tyle że trwa krócej uśmiechnął się obejmując mnie ramieniem- Usiądziemy sobie gdzieś na piasku, obejrzymy zachód słońca i pójdziemy do kina ?
-Co ty na to ?
Jak dla mnie zarąbiaszczy pomysł. Choć dla bohaterki mającej na sobie miętowe rurki trochę mniej.
Po chwili zastanowienia odpowiedziałam mu, że nie musimy iść do kina.Tu jest bardzo fajnie i spokojnie.[...]
Justin się ucieszył.Po chwili wstał i podał mi rękę.Złapałam ją i podniosłam się z piasku w mgnieniu oka.
Spacerowaliśmy i rozmawialiśmy.Postanowiłam, spojrzeć na zegarek.Była 20:00, a ja mam czas do 20:30.[...]
-Coś się stało ? - zapytał Justin odwracając się do mnie przodem.Podszedł do mnie bliżej i położył ręce na biodrach.
-Odwieziesz mnie już do domu ?
-Mam czas do 20:30 a jest 20, jeżeli nie będę na czas to czeka mnie szlaban
-Oczywiście już cię odwożę tylko.... Nie dokończył zdania i na wet nie wiem kiedy wessał się w moje usta.
Ojacie! Justin to człowiek-pijawka!
Napoczątku chciałam go odepchnąć, bo co on sobie myśli, że na pierwszej randce może mnie całować ?. Ale nie zrobiłam tego, bo ciało odmówiło mi posłuszeństwa, nogi mi zmiękły, a w brzuchu pojawiło się stado motyli.Spodobało mi się to więc, postanowiłam, ze nie oderwę moich ust od jego.
To była ta krótka chwila, kiedy w końcu mózg bohaterki o prędkości internetu Explorera przetworzył informację o pochopności umawiania się z nieznanym facetem na randkę, a sama bohaterka olała ją w ciągu ułamka sekundy! Jeszcze pożałuje tej decyzji!
Całowaliśmy się przez dłuższą chwilę.Lecz po pewnym czasie zabrakło nam powietrza i oderwaliśmy się od siebie.
Stałam w ciszy spoglądając w jego oczy, były takie piękne i czekoladowe.
Wiecie, tak sobie myślę, że jak znajdę w analizowanych opkach jeszcze co najmniej cztery dziwne określenia koloru oczu, to ogłoszę top listę - będzie jakieś urozmaicenie w Borze.
Tą ciszę przerwał Justin.
-To jak jest jeszcze możliwość, abym odwiózł Cię do domu księżniczko ?
-Taa...ak..kk- zająkałam się.Nie wiedziałam jak mam się zachować.
Ja wiem! Przestań się wysilać, bo nawet jąkanie ci nie wychodzi.
- No to chodźmy - podszedł do mnie i wziął mnie na barana.
[Tu jest przesłodzony dialog między bohaterami, który wycięłam, żeby nieco skrócić cierpienie moje i wasze.]
Justin postawił mnie na ziemię, bo byliśmy już przy aucie.Gdy usiadłam w fotelu i zapięłam pasy.Zapytałam go o godzinę.Była 20:20.
-Cholera, mam dziesięć minut.Nie zdążymy - zesmutniałam i oparłam głowę o fotel.
-Zdążymy zobaczysz.Ja jak coś obiecuje to zawsze dotrzymuje obietnicy.
-Teraz Ci wierzę, byliśmy przed moim domem pięć minut przed czasem.
-Jesteś boski po prostu Kocham Cię i to bardzo.
-Miło mi to słyszeć kochanie.
A więc oficjalnie Justin i Ness są w sobie zakochani i na stówę będą parą.
Pod koniec rozdziału jest pożegnanie, krótka rozmowa bohaterki z matką, a potem z Lilly. Post kończy się nad wyraz niespodziewanie: Ness bierze prysznic, kładzie się do łóżka i zasypia, nawet nie przykrywając się "kąłdrą", cokolwiek to jest.
Jeśli chcecie wiedzieć, co się będzie działo dalej, nie liczcie na mnie, bo mam już serdecznie dość tego opka, a kolejne rozdziały są niepokojąco długie... Zdradzę tylko, że dwa rozdziały później powstanie kolejny Tró Loff. I to na skutek gry w butelkę...
Z bezimiennego liceum pozdrawia was rozdająca bohaterom szkarłatne róże Deni Len.
sobota, 30 sierpnia 2014
Zaliczanie zająca, rozterki przy garderobie i nowe objawy SNIF-a (Zaczarowany świat cichych myśli cz.2)
Witam!
Wracam do was z drugą częścią przygód w Chicago, czyli mieście, do którego przeprowadziła się niedawno nasza szarpana zmieniającymi się nastrojami znajoma - Ness.
Tym razem zakręci wam się w głowach już na samym początku od pisków, przytulania i innych niezdrowych słodkości, a przecież czekają na nas jeszcze upadki z deskorolki z nietypowymi konsekwencjami, pochopne decyzje, a nawet groźby śmierci.
Adres bloga: http://enchanted-world-silent-thoughts.blogspot.com/
Analizowała Deni Len.
Rozdział 3
Tak jak się spodziewałam, moja mama i Pani Janny nie wytrzymały nawet pięciu sekund bez pisków i przytulania.Z z tego co widziałam można by je było uznać za wariatki, które uciekły z psychiatryka.
Prawda jest taka, że wszyscy bohaterowie tego opka mogliby być uciekinierami z psychiatryka; tu jedna wrzeszczy z furią, tu inne piszczą z radości...
Niezapomniany widok - pomyślałam z zażenowaniem i postanowiłam przerwać ten teatrzyk.
-Mamo !! - chrząknęłam cichutko i zaczęłam się uśmiechać.
Czytając ostatnie zdanie, czuję się tak, jakby ktoś mi powiedział, że dziecko znajomych właśnie cichutko dało do zrozumienia, że chce jeść. Te dwa wykrzykniki wyraźnie przeczą "cichutkiemu chrząknięciu".
[...]
-Ach tak Janny to jest Ness , Ness, a to jest Jenny.
Patrzcie, jakaś Jenny nam się pojawiła! Czyżby nieznana nam kuzynka lub ciotka?
- Dzień dobry - przywitałam przyjaciółkę mamy.
-Witaj mała, przepraszam Cię bardzo,ale Alex i Lilly nie mogli ze mną przyjechać na lotnisko, ponieważ są u nas ich koledzy.I chcą Cię z nimi zapoznać, dlatego zostali w domu i czekają tam na ciebie.Od samego rana nie dawali mi spokoju i ciągle zadawali mi pytania kiedy przyjedziesz.
Bohaterowie zostali opisani w zakładce "Bohaterzy" (pisownia oryginalna) jako szesnasto- i siedemnastolatkowie. Taka dziewczyna musiałaby być chyba nieprzeciętnie niska, żeby móc określić ją mianem "małej", bo inaczej wiek by tego nie uzasadniał.
Słysząc to co przed chwilką powiedziała Pani Janny zachichotałam i odpowiedziałam jej, że chętnie ich poznam. Oczywiście na jej twarzy też zagościł uśmiech.Bo chyba każda matka chce, aby jej dzieci zaprzyjaźniły się z kimś.
Z dresiarzami i żulami z osiedla też?
Ja oczywiście nie jestem matką autorki, ale bardzo chciałabym, żeby zaprzyjaźniła się z tym przecinkiem, którego zabrakło przed "zachichotałam". Pewnie jest mu przykro, że go tam nie ma.
-No dobra jedźmy już bo wolę, aby dom był w całości.A znając Alexa na pewno coś zniszczył i się do tego nie przyzna.
Alex nie otrzymał dokładniejszego opisu w postaci fotki, wieku i mądrego cytatu jako motto życiowe, więc śmiem twierdzić, według powyższego fragmentu, że jest irytującym siedmioletnim braciszkiem Lilly, który musiał zadowolić się rolą postaci trzecioplanowej.
-No to mamy rozrabiakę- zaśmiałam się i postanowiłam, się zdrzemnąć, bo jestem strasznie wyczerpana.
*dwie godziny później*
-Ness - wstawaj jesteśmy na miejscu.
Gdy to usłyszałam zerwałam się jak oszalała z siedzenia i poprawiłam włosy. Kiedy wyszłam z taksówki zamurowało mnie. Przede mną stały dwa piękne ogromne domy. Przyglądając się im już wiedziałam, który jest nasz. Tylko był jeden malusieńki problem.Gdzie my będziemy spały jeżeli w domu trwa remont ?
Czuję się zdezorientowana, bo autorka nic nie wspomniała o tym, by któryś z tych pięknych, ogromnych domów był remontowany.
-Po chwili z domu wyszedł chłopak. Ciemny blondyn, zielone oczy, o wiele wyższy ode mnie.
Myślnik jest tu absolutnie zbędny, ale co ja tam wiem. Może bohaterka mówi do siebie na głos, żeby w pełni przyswoić informację o tym, że ktoś wyszedł z domu?
-Cześć - uśmiechnął się - Alex- wyciągnął do mnie dłoń
-Ness- odwzajemniłam gest.
-Zaraz po Alexie z domu wybiegła piękna blondynka.
*zapisuje w notesie: Kolejnym objawem SNIF-a jest ukazujący się raz po raz zbędny myślnik dialogowy.*
[Owa blondynka to Lilly. Rodzeństwo wprowadza Ness do domu, żeby pokazać jej, gdzie będzie mieć pokój.]
[...]
- Tutaj jest twój pokój, obok jest Lilly -[Alex]zrobił zabawną minę - A na przeciwko jest mój .
Czy Ness jest ślepa i/lub miewa amnezję, że trzeba było jej powiedzieć, że obok pokoju stoi Lilly? I co od Alexa znajduje się na przeciwko pokoju Ness? Autorko, za dużo wątpliwości!
-Dzięki - odparłam i weszłam do pomieszczenia, gdzie teraj jest mój pokój.
Beżowe ściany były przepiękne, ciemne panele dodawały temu pomieszczeniu uroku,a po środku ogromne łóżko, po prawej stronie jest garderoba.Tylko mam mały problem, nie mam tyle ciuchów, żeby ją całą wypełnić - posmutniałam, lecz po chwili pomyślałam, że mogę sobie kupić nowe ubrania i znowu powrócił mój humor.
Taaa, podczas gdy niektórzy martwią się, że ubrania mogą nie zmieścić się do szafy, bohaterka martwi się, bo nie wypełni swoimi ubraniami całej szafy.
Gdy tak się rozglądałam po pokoju zauważyłam, że po prawej stronie są jeszcze jedne drzwi. Podeszłam do nich i je otworzyła (Kto?).Szczęka mi opadła do samej ziemi.Własna łazienka, nikt nie będzie mnie już pośpieszał jak w starym domu - poczułam się jak królowa.
Pokój z łazienką! No, teraz jak bohaterka zacznie grymasić, to po prostu pozna smak mojej pięści.
[...]
-Jak tam ? - zapytała Lilly wchodząc do mojego pokoju.
- Kończę się rozpakowywać - westchnęłam.
- To skończysz później, teraz chodź zemną do pokoju Alexa przedstawimy Ci kogoś - te słowa wypowiedziała z taką ekscytacją, że się zgodziłam bez gadania.
-No dobra to chodźmy-Odparłam
Gdy weszłyśmy do pokoju brata Lilly, trochę mnie zatkało, na przeciwko mnie stało pięciu chłopców.
Przez chwilę wszyscy staliśmy w ciszy.Ale Alex ją przerwał.
- To jest Greg. Louis,Justin i Joe.
- Siema- odpowiedzieli wszyscy w chórku.
Ja bym napisała, że wszyscy odpowiedzieli chórem, ale nie wolno wątpić w geniusz autorki. Bo autorka z pewnością wie lepiej, co pisze.
-Chłopcy to jest Ness.
-Cześć wam - Trochę się speszyłam tym wszystkim.
Kropka też się speszyła, więc znikła.
Nagle Louis zapytałam, czy mamy ochotę iść na skate park.
Jest jeden błąd, ale wiele kombinacji. Na przykład: gdyby usunąć literę "m" z "zapytałam", wychodziłoby, że Louis o coś zapytała, tylko że nie ma tam żadnej Louis. Albo gdyby zmienić szyk wyrazów, wyszło by na to, że bohaterka spytała Louisa, pozostaje jednak pytanie: skąd mogła wiedzieć, że jest tu jakiś skate park?
Oczywiście każdy odpowiedział, że tak tylko ja stałam w ciszy.
-Ness idziesz z nami - zapytała Lilly.
-No dobra, jak wszyscy to wszyscy, tylko jest jeden problem ja nie umiem jeździć na deskorolce.
Nagle wszyscy zaczęli się śmiać.
Bo koleżanka, która nie umie jeździć na deskorolce, jest powodem do śmiechu. Zapamiętajcie to sobie.
-Jak to nie umiesz jeździć na deskorolce !? -Krzyknął Alex
- No normalnie, nigdy nie próbowałam.
-To czas się nauczyć idziesz z nami i to bez gadania.
Każdy zaczął biec w stronę wyjścia tylko ja z Lilką [...] szłyśmy wolnym tempem.Gdy zeszłyśmy na dół, każdy się na nas patrzył tak jak by miał nas zabić.
Tak! Zabijcie się i niech to opko się skończy!
No i po chwili, zanim ktokolwiek się odezwał, leżałyśmy na ziemi. Trochę dziwnie się poczułam, bo akurat
Justin wylądował na mnie i był tuż przy mojej twarzy, dokładnie dwadzieścia centymetrów. Przez kilka sekund patrzeliśmy sobie w oczy. Ta chwila strasznie się dłużyła.
To jest ta scena, która sugeruje nam, że Justin i Ness będą parą za kilka rozdziałów.
A ten akapit znikąd to robota autorki, niczego nie ruszałam.
[Pani Janny przyłapuje młodzież na wydurnianiu się, tamci się tłumaczą i idą na skate park.]
Gdy doszliśmy na skate park, chłopcy oszaleli, pobiegli w stronę ramp i zaczęli po nich śmigać.
Może uznacie to za dziwne, ale mam skojarzenia z gładzią tynkową...
Ja usiadłam na ławce i przyglądałam się im sama, bo Lilka poszła zagadać do pewnego boya.
Od kiedy można w skate parku spotkać obsługę hotelową? Hmm, może hotel otworzył się obok?
Gdy czytałam SMSy ktoś do mnie podszedł. Był to Justin i zaproponował mi, że nauczy mnie jeździć na deskorolce. Zgodziłam się, lecz trochę się bałam, że spadnę i coś sobie połamie.
Hę? Ktoś dzieli duszę z bohaterką i przejmuje na siebie jej ból? Inaczej nie umiem wyjaśnić tego, że ktoś coś sobie połamie, jak Ness spadnie.
- Może zacznijmy od tej małej, bo jak nigdy nie jeździłaś to może Ci się coś stać jak pójdziemy na tą największą rampę. (Wow, ale geniusz z ciebie!)
-O widzę, że ktoś się o mnie martwi - wystawiłam mu język.
- Każdy by się o ciebie martwił- zrobił to co ja przed chwilą.
Stwierdził, że ktoś się o niego martwi? W tej sytuacji trochę bez sensu, ale niech mu będzie.
Najpierw wytłumaczył mi zasady a potem pokazał mi jak powinnam jeździć.Mój pierwszy zjazd to klapa, wywaliłam się za nim weszłam na deskę, przy drugim było trochę lepiej, ale i tak zaliczyłam zająca.
*mrug mrug* Zgoda, ludzie miewają różne fetysze, ale żeby tak w miejscu publicznym?! *dzwoni do obrońców Praw Zwierząt*
[Kolejna próba kończy się tym, że Ness zjeżdża z rampy bez upadku i, jak to ujęła autorka, cieszy się jak małe dziecko. Dochodzi do tego, że Justin i bohaterka się przytulają.]
-Dziękuję Ci bardzo.
-Nie ma sprawy, cała przyjemność po mojej stronie- puścił mi oczko.
Kiedy tak rozmawialiśmy, cała paczka podeszła i zaczęła krzyczeć Uuuuuuu.
- Co my tu widzimy, przytulanki, nauka jazdy na deskorolce i rozmówki ?
-Czy wy tak zawsze ? - pokręciłam głową
-Takkkkk !!!- krzyknęli i zaczęli mówić, że będzie z nas udana para.
Dam złotówkę temu, komu uda mi się wmówić, że wciąż jest tu mowa o szesnasto- i siedemnastolatkach. I drugą złotówkę, jeśli dodatkowo nauczy mnie wydłużać spółgłoski w krzyku.
-Oj a wy od razu o chodzeniu, to był tylko przyjacielski uścisk, za to że uczył mnie jeździć na deskorolce-westchnęłam
- No dobra niech wam będzie, ale pamiętajcie mamy was na oku dwadzieścia cztery godziny na dobę.
-Zapamiętamy to-mruknęłam.
A Justin wziął wszystko na klatę i absolutnie nie ma zdania w tej dyskusji.
Wszyscy zaczęli się, żegnać i rozchodzić do domów. No bo jutro jest ta cholerna szkoła.I każdy musi się wyspać, a po dzisiejszym dniu na pewno cała nasza grupka będzie miała problemy ze wstaniem.
Właśnie, szkoła! Bohaterko, czy masz już wszelkie książki, wiesz, że cię przyjmą do konkretnego liceum?
[...]
Zostaliśmy tylko ja, Lilka, Alex i Justin.
Gdy rodzeństwo rozmawiało ze sobą, to Justin wykorzystał to i podszedł do mnie.
-Ym.... Cczzy.. Miała byś ochotę pójść ze mną jutro wieczorem na spacer- Zająkał się kilka razy.
-Wiem że znamy się dopiero kilka godzin, ale ja na prawdę *wrrr!* bym chciał się z tobą spotkać.- Trochę się przestraszył, bo po tym co powiedział chyba każdy chłopak by już dawno zwiał. (Raczej każda dziewczyna, która byłaby w ten sposób namawiana na randkę. Chyba że o czymś nie wiemy...)
-Bo jak tak to wpadnę po ciebie jutro o 19.
SNIF wciąż daje o sobie znać. Po cholerę te oddzielne dialogi, skoro wszystko mówi ta sama osoba?
-Pewnie to jesteśmy umówieni - odparłam z uśmieszkiem na twarzy i musnęłam go leciutko w policzek po czym poszłam w stronę Lilki i Alexa.
Ness, ty pusty czerepie! Właśnie umówiłaś się z kolesiem, którego znasz dopiero od kilku godzin i jedyne, co zrobił, to pomógł ci pierwszy raz przejechać się na deskorolce, ale nie oznacza to, że nauczył cię jeździć! Hmm, może to i lepiej; zaciuka cię gdzieś w ślepym zaułku i tyle będzie z randki. I opka.
Szliśmy powoli do domu i rozmawiałyśmy o dzisiejszym dniu.Bardzo się cieszę, że ich poznałam bo są świetni i czuję, że będziemy najlepszymi przyjaciółki.
*chrząka cichutko, chcąc stłumić śmiech* Autorka chyba nie miała zbyt często dobrych oceny z język polski. Ewentualnie z informatyka. Bo to brzmi tak, jakby napisała coś innego, ale chciała to zmienić.
Ale to się okażę dopiero później.Po 20 minutach doszliśmy na miejsce.Nie obeszło się bez pytań mamy, które musiała mi zawsze zadawać każdego dnia.Już mam tego dosyć bo nie jestem małym dzieckiem. - Kochanie jak się czujesz ? Podobał ci się dzisiejszy dzień ? - zapytała -Świetnie inaczej się nie da tego opisać - wzruszyłam ramionami i pobiegłam do swojego pokoju.
Jak widać, Ness nie grzeszy elokwencją, ale to jak każda nastolatka; mówi, że było świetnie, a minę ma dziwnie obojętną i szybko ucieka do swojego pokoju.
Wykonałam codzienne czynności zjadłam kolacje (była głodna, więc jedna kolacja nie wystarczyła), wzięłam prysznic, umyłam zęby, przebrałam się w piżamę i położyłam się do łóżka.Ten dzień był najlepszy w moim życiu i poznałam świetnych ludzi, już nie mogę się doczekać jutrzejszego dnia bo mam randkę z Justinem.
A przed randką pierwszy dzień w szkole, zapomniałaś?
Co czeka bohaterkę o poranku? Czy poczuje się dobrze w nowej szkole? I jak skończy się randka z ledwo poznanym facetem? Odpowiedzi wkrótce, a na razie żegnam was w ostatnie dni sierpnia typową reakcją na kończące się wakacje:
Z pokoju z łazienką pozdrawia was próbująca krzyczeć spółgłoskami Deni Len.
Wracam do was z drugą częścią przygód w Chicago, czyli mieście, do którego przeprowadziła się niedawno nasza szarpana zmieniającymi się nastrojami znajoma - Ness.
Tym razem zakręci wam się w głowach już na samym początku od pisków, przytulania i innych niezdrowych słodkości, a przecież czekają na nas jeszcze upadki z deskorolki z nietypowymi konsekwencjami, pochopne decyzje, a nawet groźby śmierci.
Adres bloga: http://enchanted-world-silent-thoughts.blogspot.com/
Analizowała Deni Len.
Rozdział 3
Tak jak się spodziewałam, moja mama i Pani Janny nie wytrzymały nawet pięciu sekund bez pisków i przytulania.Z z tego co widziałam można by je było uznać za wariatki, które uciekły z psychiatryka.
Prawda jest taka, że wszyscy bohaterowie tego opka mogliby być uciekinierami z psychiatryka; tu jedna wrzeszczy z furią, tu inne piszczą z radości...
Niezapomniany widok - pomyślałam z zażenowaniem i postanowiłam przerwać ten teatrzyk.
-Mamo !! - chrząknęłam cichutko i zaczęłam się uśmiechać.
Czytając ostatnie zdanie, czuję się tak, jakby ktoś mi powiedział, że dziecko znajomych właśnie cichutko dało do zrozumienia, że chce jeść. Te dwa wykrzykniki wyraźnie przeczą "cichutkiemu chrząknięciu".
[...]
-Ach tak Janny to jest Ness , Ness, a to jest Jenny.
Patrzcie, jakaś Jenny nam się pojawiła! Czyżby nieznana nam kuzynka lub ciotka?
- Dzień dobry - przywitałam przyjaciółkę mamy.
-Witaj mała, przepraszam Cię bardzo,ale Alex i Lilly nie mogli ze mną przyjechać na lotnisko, ponieważ są u nas ich koledzy.I chcą Cię z nimi zapoznać, dlatego zostali w domu i czekają tam na ciebie.Od samego rana nie dawali mi spokoju i ciągle zadawali mi pytania kiedy przyjedziesz.
Bohaterowie zostali opisani w zakładce "Bohaterzy" (pisownia oryginalna) jako szesnasto- i siedemnastolatkowie. Taka dziewczyna musiałaby być chyba nieprzeciętnie niska, żeby móc określić ją mianem "małej", bo inaczej wiek by tego nie uzasadniał.
Słysząc to co przed chwilką powiedziała Pani Janny zachichotałam i odpowiedziałam jej, że chętnie ich poznam. Oczywiście na jej twarzy też zagościł uśmiech.Bo chyba każda matka chce, aby jej dzieci zaprzyjaźniły się z kimś.
Z dresiarzami i żulami z osiedla też?
Ja oczywiście nie jestem matką autorki, ale bardzo chciałabym, żeby zaprzyjaźniła się z tym przecinkiem, którego zabrakło przed "zachichotałam". Pewnie jest mu przykro, że go tam nie ma.
-No dobra jedźmy już bo wolę, aby dom był w całości.A znając Alexa na pewno coś zniszczył i się do tego nie przyzna.
Alex nie otrzymał dokładniejszego opisu w postaci fotki, wieku i mądrego cytatu jako motto życiowe, więc śmiem twierdzić, według powyższego fragmentu, że jest irytującym siedmioletnim braciszkiem Lilly, który musiał zadowolić się rolą postaci trzecioplanowej.
-No to mamy rozrabiakę- zaśmiałam się i postanowiłam, się zdrzemnąć, bo jestem strasznie wyczerpana.
*dwie godziny później*
-Ness - wstawaj jesteśmy na miejscu.
Gdy to usłyszałam zerwałam się jak oszalała z siedzenia i poprawiłam włosy. Kiedy wyszłam z taksówki zamurowało mnie. Przede mną stały dwa piękne ogromne domy. Przyglądając się im już wiedziałam, który jest nasz. Tylko był jeden malusieńki problem.Gdzie my będziemy spały jeżeli w domu trwa remont ?
Czuję się zdezorientowana, bo autorka nic nie wspomniała o tym, by któryś z tych pięknych, ogromnych domów był remontowany.
-Po chwili z domu wyszedł chłopak. Ciemny blondyn, zielone oczy, o wiele wyższy ode mnie.
Myślnik jest tu absolutnie zbędny, ale co ja tam wiem. Może bohaterka mówi do siebie na głos, żeby w pełni przyswoić informację o tym, że ktoś wyszedł z domu?
-Cześć - uśmiechnął się - Alex- wyciągnął do mnie dłoń
-Ness- odwzajemniłam gest.
-Zaraz po Alexie z domu wybiegła piękna blondynka.
*zapisuje w notesie: Kolejnym objawem SNIF-a jest ukazujący się raz po raz zbędny myślnik dialogowy.*
[Owa blondynka to Lilly. Rodzeństwo wprowadza Ness do domu, żeby pokazać jej, gdzie będzie mieć pokój.]
[...]
- Tutaj jest twój pokój, obok jest Lilly -[Alex]zrobił zabawną minę - A na przeciwko jest mój .
Czy Ness jest ślepa i/lub miewa amnezję, że trzeba było jej powiedzieć, że obok pokoju stoi Lilly? I co od Alexa znajduje się na przeciwko pokoju Ness? Autorko, za dużo wątpliwości!
-Dzięki - odparłam i weszłam do pomieszczenia, gdzie teraj jest mój pokój.
Beżowe ściany były przepiękne, ciemne panele dodawały temu pomieszczeniu uroku,a po środku ogromne łóżko, po prawej stronie jest garderoba.Tylko mam mały problem, nie mam tyle ciuchów, żeby ją całą wypełnić - posmutniałam, lecz po chwili pomyślałam, że mogę sobie kupić nowe ubrania i znowu powrócił mój humor.
Taaa, podczas gdy niektórzy martwią się, że ubrania mogą nie zmieścić się do szafy, bohaterka martwi się, bo nie wypełni swoimi ubraniami całej szafy.
Gdy tak się rozglądałam po pokoju zauważyłam, że po prawej stronie są jeszcze jedne drzwi. Podeszłam do nich i je otworzyła (Kto?).Szczęka mi opadła do samej ziemi.Własna łazienka, nikt nie będzie mnie już pośpieszał jak w starym domu - poczułam się jak królowa.
Pokój z łazienką! No, teraz jak bohaterka zacznie grymasić, to po prostu pozna smak mojej pięści.
[...]
-Jak tam ? - zapytała Lilly wchodząc do mojego pokoju.
- Kończę się rozpakowywać - westchnęłam.
- To skończysz później, teraz chodź zemną do pokoju Alexa przedstawimy Ci kogoś - te słowa wypowiedziała z taką ekscytacją, że się zgodziłam bez gadania.
-No dobra to chodźmy-Odparłam
Gdy weszłyśmy do pokoju brata Lilly, trochę mnie zatkało, na przeciwko mnie stało pięciu chłopców.
Przez chwilę wszyscy staliśmy w ciszy.Ale Alex ją przerwał.
- To jest Greg. Louis,Justin i Joe.
- Siema- odpowiedzieli wszyscy w chórku.
Ja bym napisała, że wszyscy odpowiedzieli chórem, ale nie wolno wątpić w geniusz autorki. Bo autorka z pewnością wie lepiej, co pisze.
-Chłopcy to jest Ness.
-Cześć wam - Trochę się speszyłam tym wszystkim.
Kropka też się speszyła, więc znikła.
Nagle Louis zapytałam, czy mamy ochotę iść na skate park.
Oczywiście każdy odpowiedział, że tak tylko ja stałam w ciszy.
-Ness idziesz z nami - zapytała Lilly.
-No dobra, jak wszyscy to wszyscy, tylko jest jeden problem ja nie umiem jeździć na deskorolce.
Nagle wszyscy zaczęli się śmiać.
Bo koleżanka, która nie umie jeździć na deskorolce, jest powodem do śmiechu. Zapamiętajcie to sobie.
-Jak to nie umiesz jeździć na deskorolce !? -Krzyknął Alex
- No normalnie, nigdy nie próbowałam.
-To czas się nauczyć idziesz z nami i to bez gadania.
Każdy zaczął biec w stronę wyjścia tylko ja z Lilką [...] szłyśmy wolnym tempem.Gdy zeszłyśmy na dół, każdy się na nas patrzył tak jak by miał nas zabić.
Tak! Zabijcie się i niech to opko się skończy!
No i po chwili, zanim ktokolwiek się odezwał, leżałyśmy na ziemi. Trochę dziwnie się poczułam, bo akurat
Justin wylądował na mnie i był tuż przy mojej twarzy, dokładnie dwadzieścia centymetrów. Przez kilka sekund patrzeliśmy sobie w oczy. Ta chwila strasznie się dłużyła.
To jest ta scena, która sugeruje nam, że Justin i Ness będą parą za kilka rozdziałów.
A ten akapit znikąd to robota autorki, niczego nie ruszałam.
[Pani Janny przyłapuje młodzież na wydurnianiu się, tamci się tłumaczą i idą na skate park.]
Gdy doszliśmy na skate park, chłopcy oszaleli, pobiegli w stronę ramp i zaczęli po nich śmigać.
Może uznacie to za dziwne, ale mam skojarzenia z gładzią tynkową...
Ja usiadłam na ławce i przyglądałam się im sama, bo Lilka poszła zagadać do pewnego boya.
Od kiedy można w skate parku spotkać obsługę hotelową? Hmm, może hotel otworzył się obok?
Gdy czytałam SMSy ktoś do mnie podszedł. Był to Justin i zaproponował mi, że nauczy mnie jeździć na deskorolce. Zgodziłam się, lecz trochę się bałam, że spadnę i coś sobie połamie.
Hę? Ktoś dzieli duszę z bohaterką i przejmuje na siebie jej ból? Inaczej nie umiem wyjaśnić tego, że ktoś coś sobie połamie, jak Ness spadnie.
- Może zacznijmy od tej małej, bo jak nigdy nie jeździłaś to może Ci się coś stać jak pójdziemy na tą największą rampę. (Wow, ale geniusz z ciebie!)
-O widzę, że ktoś się o mnie martwi - wystawiłam mu język.
- Każdy by się o ciebie martwił- zrobił to co ja przed chwilą.
Stwierdził, że ktoś się o niego martwi? W tej sytuacji trochę bez sensu, ale niech mu będzie.
Najpierw wytłumaczył mi zasady a potem pokazał mi jak powinnam jeździć.Mój pierwszy zjazd to klapa, wywaliłam się za nim weszłam na deskę, przy drugim było trochę lepiej, ale i tak zaliczyłam zająca.
*mrug mrug* Zgoda, ludzie miewają różne fetysze, ale żeby tak w miejscu publicznym?! *dzwoni do obrońców Praw Zwierząt*
[Kolejna próba kończy się tym, że Ness zjeżdża z rampy bez upadku i, jak to ujęła autorka, cieszy się jak małe dziecko. Dochodzi do tego, że Justin i bohaterka się przytulają.]
-Dziękuję Ci bardzo.
-Nie ma sprawy, cała przyjemność po mojej stronie- puścił mi oczko.
Kiedy tak rozmawialiśmy, cała paczka podeszła i zaczęła krzyczeć Uuuuuuu.
- Co my tu widzimy, przytulanki, nauka jazdy na deskorolce i rozmówki ?
-Czy wy tak zawsze ? - pokręciłam głową
-Takkkkk !!!- krzyknęli i zaczęli mówić, że będzie z nas udana para.
Dam złotówkę temu, komu uda mi się wmówić, że wciąż jest tu mowa o szesnasto- i siedemnastolatkach. I drugą złotówkę, jeśli dodatkowo nauczy mnie wydłużać spółgłoski w krzyku.
-Oj a wy od razu o chodzeniu, to był tylko przyjacielski uścisk, za to że uczył mnie jeździć na deskorolce-westchnęłam
- No dobra niech wam będzie, ale pamiętajcie mamy was na oku dwadzieścia cztery godziny na dobę.
-Zapamiętamy to-mruknęłam.
A Justin wziął wszystko na klatę i absolutnie nie ma zdania w tej dyskusji.
Wszyscy zaczęli się, żegnać i rozchodzić do domów. No bo jutro jest ta cholerna szkoła.I każdy musi się wyspać, a po dzisiejszym dniu na pewno cała nasza grupka będzie miała problemy ze wstaniem.
Właśnie, szkoła! Bohaterko, czy masz już wszelkie książki, wiesz, że cię przyjmą do konkretnego liceum?
[...]
Zostaliśmy tylko ja, Lilka, Alex i Justin.
Gdy rodzeństwo rozmawiało ze sobą, to Justin wykorzystał to i podszedł do mnie.
-Ym.... Cczzy.. Miała byś ochotę pójść ze mną jutro wieczorem na spacer- Zająkał się kilka razy.
-Wiem że znamy się dopiero kilka godzin, ale ja na prawdę *wrrr!* bym chciał się z tobą spotkać.- Trochę się przestraszył, bo po tym co powiedział chyba każdy chłopak by już dawno zwiał. (Raczej każda dziewczyna, która byłaby w ten sposób namawiana na randkę. Chyba że o czymś nie wiemy...)
-Bo jak tak to wpadnę po ciebie jutro o 19.
SNIF wciąż daje o sobie znać. Po cholerę te oddzielne dialogi, skoro wszystko mówi ta sama osoba?
-Pewnie to jesteśmy umówieni - odparłam z uśmieszkiem na twarzy i musnęłam go leciutko w policzek po czym poszłam w stronę Lilki i Alexa.
Ness, ty pusty czerepie! Właśnie umówiłaś się z kolesiem, którego znasz dopiero od kilku godzin i jedyne, co zrobił, to pomógł ci pierwszy raz przejechać się na deskorolce, ale nie oznacza to, że nauczył cię jeździć! Hmm, może to i lepiej; zaciuka cię gdzieś w ślepym zaułku i tyle będzie z randki. I opka.
Szliśmy powoli do domu i rozmawiałyśmy o dzisiejszym dniu.Bardzo się cieszę, że ich poznałam bo są świetni i czuję, że będziemy najlepszymi przyjaciółki.
*chrząka cichutko, chcąc stłumić śmiech* Autorka chyba nie miała zbyt często dobrych oceny z język polski. Ewentualnie z informatyka. Bo to brzmi tak, jakby napisała coś innego, ale chciała to zmienić.
Ale to się okażę dopiero później.Po 20 minutach doszliśmy na miejsce.Nie obeszło się bez pytań mamy, które musiała mi zawsze zadawać każdego dnia.Już mam tego dosyć bo nie jestem małym dzieckiem. - Kochanie jak się czujesz ? Podobał ci się dzisiejszy dzień ? - zapytała -Świetnie inaczej się nie da tego opisać - wzruszyłam ramionami i pobiegłam do swojego pokoju.
Jak widać, Ness nie grzeszy elokwencją, ale to jak każda nastolatka; mówi, że było świetnie, a minę ma dziwnie obojętną i szybko ucieka do swojego pokoju.
Wykonałam codzienne czynności zjadłam kolacje (była głodna, więc jedna kolacja nie wystarczyła), wzięłam prysznic, umyłam zęby, przebrałam się w piżamę i położyłam się do łóżka.Ten dzień był najlepszy w moim życiu i poznałam świetnych ludzi, już nie mogę się doczekać jutrzejszego dnia bo mam randkę z Justinem.
A przed randką pierwszy dzień w szkole, zapomniałaś?
Co czeka bohaterkę o poranku? Czy poczuje się dobrze w nowej szkole? I jak skończy się randka z ledwo poznanym facetem? Odpowiedzi wkrótce, a na razie żegnam was w ostatnie dni sierpnia typową reakcją na kończące się wakacje:
Z pokoju z łazienką pozdrawia was próbująca krzyczeć spółgłoskami Deni Len.
Subskrybuj:
Posty (Atom)









